• Wpisów:356
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 12:21
  • Licznik odwiedzin:28 537 / 1458 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Zdaję sobie sprawę, że niektórym złamię serce, a niektórym sprawię radość tym, co chcę w tym poście ogłosić. Mianowicie chciałabym się z wami pożegnać.
Nie zamierzam się wywodzić nad powodami. Nie jest to spowodowane czasem, brakiem weny, znudzeniem. Nie. Po prostu uważam, że mój czas na pingerze dobiegł końca.

Nawet nie wiecie ile się zbierałam, żeby się z wami pożegnać. Miałam już zamiar zrobić to kilka miesięcy temu, ale ogarnął mnie okropny sentyment. Aż wczoraj doszłam do wniosku, że im dłużej będę zwlekała tym gorzej będzie mi powiedzieć 'żegnajcie'.

Dzięki ludziom, których poznałam na pingerze teraz czytam. Zaraziliście mnie tą obsesją, tak dobitnie, że kiedy nie ma książki, po prostu czuję się wręcz niewartościowa. Poznałam od groma ludzi z pasją, celem w życiu, charyzmą, poczuciem humoru. Dowiedziałam się o niektórych bardzo dużo i mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się naprawdę, żeby porozmawiać.

Bloga nie usuwam. Będzie to pamiątka po 434 dniach z wami. Ciągle możecie się ze mną jakoś kontaktować (o ile chcecie). Instagram, Blogger (opowiadanie i recenzję, wszystko będzie tam)... Przysięgam, że nigdy was nie zapomnę. Przenigdy!

Dziękuję, za wszystkie miłe wspomnienia i naprawdę mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję spotkać was poza pingerem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Tytuł książki: Mara Dyer. Tajemnica.
Seria: Mara Dyer
Autor: Michelle Hodkin
Wydawnictwo: YA!
Ilość stron: 408

Główna bohaterka budzi się w szpitalu. Nie pamięta niczego sprzed ostatnich dni. Okazuje się, że Mara uczestniczyła w wypadku, w którym śmierć poniosły jej przyjaciółki (Rachel i Claire) i i chłopak - Jude'a. Dziewczyna jest w szoku i bezskutecznie próbuje sobie przypomnieć szczegóły tragedii. Z biegiem czasu zaczyna miewać koszmary, omamy i przerażające halucynacje, podczas których widuje zmarłych przyjaciół. Aby odizolować Marę od traumatycznych wydarzeń, rodzice postanawiają wyprowadzić się z miasta. Wyjeżdżają z Rhode Island i trafiają do słonecznego Miami. Dziewczyna zaczyna naukę w nowej szkole gdzie pierwszego dnia zyskuje zarówno wrogów jak i najlepszego przyjaciela. Poznaje również tajemniczego i zabójczo pociągającego szkolnego przystojniaka - Noaha. Chłopak od początku budzi w dziewczynie nie małe emocje. Okazuje się, że Noah nie jest zwyczajnym siedemnastolatkiem. Ma 'dar' i podejrzewa, że to co dzieje się z Marą również jest z tym związane. Tymczasem za dziewczyną ciągną się kolejne ofiary. Właściciel zmizerniałego psa, wredna nauczycielka hiszpańskiego, aligatory... Żadna z tych śmierci nie jest przypadkowa, a Mara odkrywa tajemnicę, która zmieni jej życie raz na zawsze. Nie przypuszcza jednak, że w obliczu takich zdarzeń będzie potrafiła się zakochać, a ktoś kogo nie powinno być niespodziewanie ponownie pojawia się w jej życiu.

Postacie są wykreowane przed autorkę w bardzo ciekawy sposób. Inteligentne wypowiedzi, zaraźliwe poczucie humoru - to cechy, które naprawdę mnie ujęły. Jeśli chodzi o samą Marę Dyer to jest to postać, która wzbudza w nas tyle sprzecznych emocji. Z jednej strony zbzikowana nastolatka z zespołem stresu pourazowego, a z drugiej wściekła, przemądrzała siedemnastolatka, która wbrew wszystkiemu chce żyć normalnie. Michelle Hodkin zrobiła z niej coś więcej niż jakąś tam bezbarwną, pustą główną bohaterkę. Nadała jej charakter. Może to głupio brzmi, ale Mara jest taka ... PRAWDZIWA.

"Tego ranka Noah Shaw wymagał dodatkowego opisu."

Noah. Ah, o nim też nie jedno można powiedzieć. Poprzez wysokie IQ, aż do pewnego siebie i zarozumiałego przystojniaka, zachwycił mnie tym uczuciem, które żywił do Mary. Nie chciał jej zostawić, mimo iż wiedział, że ściągnie to na niego ( i na nią również) przykre konsekwencje, problemy itd.
Nie jest to 'zakochany macho', ani nic w stylu: "Kocham cię, ale beze mnie jesteś bezpieczniejsza, muszę odejść. A teraz musimy się pocałować. Kocham się. Ale i tak beze mnie będziesz bezpieczniejsza".

NIE! Szczerze powiedziawszy Noah pocałował Marę tylko raz. TYLKO RAZ. Nie licząc oczywiście cmoknięć w czoło. Warto również pozazdrościć Noahowi, pół - sypialni, pół - biblioteki, która formalnie była jego pokojem. Marzenia każdej książko-maniaczki.

Aaaaa, no i jeszcze Daniel - brat Mary. Chłopak tak mocno kochający swoją siostrę, wspierający każdą osobę swoją radą i zawsze potrafiący wpasować się w sytuację, spowodował, że żałuję, że nie mam takiego starszego brata.

Książka również zachwyciła mnie pod względem wiedzy, która została w niej zawarta. Masa adwokackich i lekarskich pojęć co oczywiście wywołało u mnie same pozytywne spostrzeżenia. Klimat - trochę straszny, nostalgiczny i mroczny. Wszystko opisane w jak najbardziej realistyczny sposób. Spowodowało to, że sama bałam się, że zaraz zobaczę Rachel albo Claire. Ogólnie lektura pisana przyjemną dla oka czcionką, rozbawiająca do łez, ale też wywołująca dreszcz przerażenia.

Chciałabym też wyrazić ogromną wdzięczność dla wydawnictwa YA! , za zachowanie oryginalnej okładki, która jest wprost fantastyczna.

OCENA: 9/10
Serdecznie polecam!

  • awatar Alex Fitzpatrick: Jeżeli kochasz książki to zapraszam do mojego rozdania :) http://smerfna.pinger.pl/m/23054976
  • awatar książkoholiczka123: okładka śliczna :) Myślę że jak kiedyś wpadnie mi w ręce na pewno ją przeczytam :) Co do opowiadania "Żywioły"to na prawde katujesz mnie tym czekaniem :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Drążąc w domysłach, może wam przyjść na myśl, że trylogia ta została przede mnie zakończona. I jeśli tak właśnie pomyśleliście to macie racje. Ale cóż ... Ja skończyłam, a C.J. Daugherty nadal tworzy kolejną część.
*UWAGA WPIS ZAWIERA SPOJLERY!*

Na wstępie chciałabym zaznaczyć, że jeszcze kilka miesięcy temu prawie obgryzałam paznokcie wyczekując "Zbuntowanych". Tak właśnie było, dopóki nie przeczytałam.
Zacznę od wątku, który wzmagał moją irytację już od 3 część, czyli "Zagrożeni", mianowicie chodzi mi tutaj o Allie. Na początku rozumiałam. Okay, dziewczyna zakochana w dwóch chłopakach. Nie wie, którego wybrać. Rozumiem, że jest to częsty element młodzieżowej literatury tzw. "trójkącik". Jednak im bardziej Allie brnie w to swoje niezdecydowanie tym coraz bardziej mam ochotę jej przyłożyć (gdybym tylko miała taką możliwość). Sylvian, Carter. Carter, Sylvian. I tak na zmianę. Uwierzcie bądź nie, ale kilka razy miałam ochotę zacząć tak przeraźliwie wrzeszczeć, że cudem udawało mi się nad sobą zapanować.

Uwielbiam tą serię, naprawdę. Ale nie możliwość podjęcia decyzji przed bohaterkę ( a i również autorkę) okropnie mnie irytuje. A że od początku do końca jestem za Sylvianem, wpienia mnie to jeszcze bardziej.

Kolejna uwaga. Akcja -moim zdaniem- jest lekko naciągana. Po co ją tak rozwlekać. Oczywiście, to jak akcja się potoczy była do przewidzenia. Nagły wyjazd Sylviana do Francji przed ważną akcją był jedynym momentem, którego się nie spodziewałam. Ciekawa jestem jednak co autorka wymyśli dalej. Może Allie znowu zmieni zadanie co do miłości swojego życia, może pozna jakiegoś "trzeciego", możne znowu zginą postacie, do których się przywiązałam. Nie wiem ... ANYTHING IS POSSIBLE!

OCENA:
"Wybrani" 5/5
"Dziedzictwo" 5/5
"Zagrożeni" 3/5
"Zbuntowani" 2/5
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Liczę każde wgłębienie zdobiące ścianę mojej więziennej celi. Mur, który odgradza mnie od świata. Mnie i resztę mojej rodziny. Brązowe loki opadają mi na plecy, kiedy wstaję i podchodzę do małego okienka. Moją twarz witają promyki jesiennego słońca. Tak długo siedzę w zamknięciu, że powoli tracę wiarę, że kiedykolwiek powitam blask słońca z poza murów tego więzienia. Sześć miesięcy.
Rozkoszuję się ciepłem, które rozchodzi się po mojej twarzy, kiedy słyszę kroki. Odwracam głowę właśnie w momencie, kiedy do celi wparowuje dwóch uzbrojonych po zęby strażników. Serce zaczyna mi walić w piersi jak oszalałe. Czyli naszedł dzień egzekucji jednej z Buntowniczek. Prychnęłam. Strażnicy napierają na mnie i łapią za ręce tak mocno, że jeszcze trochę, a odetną mi dopływ krwi do tych kończyn. Zaczynam się szarpać. Oni jednak są silniejsi. Coś we mnie zaczyna buzować. Kilkakrotnie nawoływałam tą moją wewnętrzną "siłę". Czuję lekkie mrowienie, kiedy przytrzymuję ją w sobie. Nie mogą wiedzieć z kim, a raczej z czym mają do czynienia.
Na moje nadgarstki zakładają kajdanki na długich łańcuchach. Uśmiecham się w duchu, na myśl, że tak boją się siedemnastoletniej dziewczyny. Pociągają na łańcuchy tak brutalnie i niespodziewanie, że niemal tracę równowagę. Ciągną mnie przed korytarze, a ja nie stawiam oporu. Na razie. Przyglądam się twarzom innych więźniów. Niektórzy się śmieją, inni patrzą na mnie ze współczuciem. Myślę o bracie, matce i ojcu, którzy już na mnie czekają.
Nawet nie wiem kiedy dobrze mi znane śmierdzące wilgocią korytarze się kończą. Strażnicy podchodzą do wielkich drzwi z mahoniowego drewna. Pukają kilka razy, wystukując jakiś nieznany dla mnie rytm i po chwili wchodzimy do środka.
Znowu zaczynam się szarpać. Kajdanki wrzynają mi się boleśnie w ręce, a strażnicy ciągną mnie do przodu. Czuję jak na nadgarstkach formują mi się malutkie siniaki. Coś jest nie tak. Bardzo nie tak.
- Co się dzieję? - pytam mężczyzn. Spoglądają na mnie ostro, a potem ich wzrok błądzi w stronę dwóch olbrzymich okien, które zakrywają pół ściany. Dlaczego ich wcześniej nie zauważyłam?!
- Co się ... - urywam w pół zdania, kiedy drzwi znajdujące się po prawej stronie pokoju otwierają się. Do pokoju wchodzi młody mężczyzna. Staje na przeciwko mnie i dumnie zwraca twarz w moją stronę. Otwieram szeroko oczy z niedowierzania. Tu przede mną stoi we własnej osobie następca korony Iwany Południowej - książę Shane Windsor.
Strażnicy salutują mu z szacunkiem.
- A oto i ona. - książę uśmiecha się w moim kierunku i omiata moje ciało wzrokiem. Jego czarne włosy są idealnie uczesane, a szmaragdowe oczy śmiecą jak dziecku na widok lizaka. Narasta we mnie irytacja. Co tu się u diabła dzieje?
- O co tutaj chodzi? - mówię ostro. Czuję mocne pociągnięcie za kajdany. Zaciskam zęby, żeby nie krzyknąć.
- Okaż szacunek księciu! - warknął strażnik.
- Wolę zjeść pokrzywy! - odwarkuję, patrząc na księcia, który nie wiem czemu nadal się uśmiecha. Kolejne pociągnięcie za kajdany zwala mnie z nóg. Upadam na ziemię.
- Ma być nie naruszona. - rozkazuje książę z powagą. Mam nieodpartą ochotę go uderzyć. Strażnicy dźwigają mnie na nogi. Boli mnie każda komórka mojego ciała. Energia pragnie dać upust paląc, zatapiając, trzęsąc i powodując huragan.
- Mam dla ciebie propozycję. - mówi nagle książę.
Podnoszę na niego wzrok moich niebieskich oczu.
- Zamieniam się w słuch, Wasza Wysokość. - ripostuje sarkastycznie. Strażnicy są wściekli, ale nic nie robią.
- Zacznę od tego, że wiemy o twoich zdolnościach. - zasycha mi w gardle.
- Jak? - zbywa mnie pachnięciem ręki. Znowu mam ochotę mu przyłożyć.
- Nieistotne - odpowiada. - Jednak twoje zdolności mogą uratować twoją rodzinę. - zaciskam pięści. Robi mi się zimno ze zdenerwowania. Widząc moją reakcję, książę robi kilka kroków w moją stronę. Dopiero z bliska dostrzegam jak przerażająco przystojny jest zastępca tronu. Mój rozum wymierza hormonom siarczysty policzek.
- Moja propozycja jest taka ... - patrzy mi oczy. Przypominam sobie plotki jakie krążyły o księciu w mieście. Arogancki, przystojny i pewny siebie chłopak, który zmienia damy jak rękawiczki. - ... mój ojciec potrzebuje twoich mocy i wiedzy, aby odpierać i zidentyfikować Buntowników w zamku.
Uśmiecham się na myśl, że moi ludzie tak daleko zaszli.
- Myśli książę, że się zgodzę? - unoszę brwi, rozbawiona. On też wydaje się zadowolony.
- Myślę, że tak. Bo w grę chodzi życie twojej rodziny. - strach narasta w moim gardle.
- Umowa jest taka. - odsuwa się i teraz z rękami za plecami, przemieszcza się po pokoju. - Jeśli się zgodzisz pomóc, twoi rodzice i ty, zostaniecie uniewinnieni, a oni zostaną wypuszczeni.
- A jeśli nie? - pytam pewnie. Nawet nie wiem dlaczego mój głos się nie załamał.
- Wtedy oni zginą, a ty i tak nam pomożesz. - kolana mam jak z waty. Nie mogę oddychać. Znowu robi mi się zimno. Następują długi chwile ciszy. Mój mózg analizuje wszystko bardzo dokładnie. Jeśli zgodzę się dobrowolnie - ocalę ich. Jeśli nie - umrą. Przebiega mnie nieprzyjemny dreszcz, kiedy podejmuję decyzję.
To przed mnie tu jesteśmy. Gdybym jako małe dziecko nie dała się złapać. Gdybym nie biegała wtedy po ogrodzie, oni nie musieli by dołączać do Buntowników, którzy żądali tego po ocaleniu mnie. Nie złapaliby nas. Żylibyśmy z nienawiścią, ale przynajmniej bylibyśmy bezpieczni. Łzy frustracji cisnęły mi się do oczu. Odpędziłam je.
- Zgodzę się na wszystko, jeśli oni zostaną przy życiu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Chciałabym się z wami podzielić moimi stronami internetowymi, na których w całości poświęcam się książkom i literaturze. I tak oto narodził się pomysł, aby udostępnić je wszystkie właśnie tutaj na pingerze. W końcu już trochę z wami tu jestem, więc to - moim zdaniem - najwyższy czas. Może kogoś to zainteresuje.

Tumblr: http://adveturesinbookland.tumblr.com/
Instagram: http://instagram.com/adventures_in_bookland/
LubimyCzytac: http://lubimyczytac.pl/profil/390248/trueloovestory
Blogger: http://my-adventures-in-bookland.blogspot.com/

Śmiało zachęcam również was do podawania linków, jeśli posiadacie Tumblra, Instagrama, bądź konto na LubimyCzytac czy też bloga na Bloggerze. Z chęcią zaobserwuję, dodam do znajomych.

PS Już niedługo I rozdział "Żywiołów".
Myślę, że jutro. Jeśli by mi się nie udało to na 100 % w tym tygodniu. A z racji tego, że właśnie zaczęłam ferie wpisy i opowiadania powinny pojawiać się częściej.
  • awatar Dziewczyn(k)a w Glanach: Jeśli masz ochotę zajrzeć - mój instagram to swiatoczamitostera.
  • awatar Julzzzz: Boski Tumble i Insta<3 To pierwsze zdjęcie-CUDO <3 Na LubimyCzytać już mam cię w znajomych <3
  • awatar Folari: Na lubimyczytac jestem pod tym samym nickiem co tutaj. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Tytuł książki: Cinder
Seria: Saga Księżycowa
Autor: Merissa Meyer
Wydawnictwo: Literacki Egmont
Ilość stron: 437

Cinder mieszka w Nowym Pekinie. Miasto jest obezwładnione przez okropną chorobę, na którą nikt nie wynalazł jeszcze lekarstwa. Ponadto Cinder nie jest zwykłą dziewczyną, tylko cyborgiem. Mieszka w domu swej macochy Adri wraz z jej dwiema córkami (Peoną i Pearlą). Początkowo jej życie toczy się normalnie, aż do momentu, kiedy do jej pracowni (ponieważ ta pracuje jako mechanik) przychodzi książę Kai. To wydarzenie zapoczątkuje efekt 'domina' w życiu Cinder. Jej przyrodnia siostra Peona zostaje zarażona groźną chorobą, która dziesiątkuje cały kraj. Macocha obwinia o to Cinder i wysyła ją na eksperymenty do pałacu. Wtem jednak okazuje się, że dziewczyna jest kimś więcej niż tylko cyborgiem. Z pomocą doktora Erlanda stara się poznać swą przeszłość, która raz na zawsze odmieni jej życie. W tym czasie królestwo przeżywa żałobę. Kai musi podjąć też ważną decyzję, która zaważy na losie wszystkich jego poddanych i jego własnym.

Książka - moim zdaniem - była naprawdę niezwykłym pomysłem autorki. Zarówno sama fabuła jak postacie są dopracowane. Wszystko dopięte jest na ostatni guzik. Aktorka potrafi zainteresować czytelnika i wzbudzić w nim wiele sprzecznych emocji. Radość, smutek, wściekłość, niedowierzanie.

Kiedy czytałam tą książkę czułam się jakbym naprawdę przeżywała wzloty i upadki bohaterów. Narracja trzecioosobowa doskonale odegrała swą rolę - według mnie.
Tak czy siak, "Cinder" to jedna z wielu książek, które naprawdę 'namieszały' mi w głowie. Z wielką niecierpliwością czekam, aż kolejna część "Sagi Księżycowej" wpadnie mi w ręce.

OCENA: 9,5/10

  • awatar Ancykcyk ;): Czytałam i jestem zachwycona. Jak dla mnie niesamowita książka, świetna historia i w ogóle wszystko bardzo fajne. Tylko szkoda, że w Polsce chyba nie będzie 3 i 4 tomu i nowelek T.T
  • awatar Julzzzz: Zapowiada się ciekawie,ale jak na razie moja lisa książek "Do przeczytania" jest zbyt długa!
  • awatar książkocholiczka123: brzmi fajnie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Sky Bright przeprowadza się razem ze swoimi przyrodnimi rodzicami do Kolorado. Dziewczyna ma za sobą dość trudny okres. Przyszłość nie była dla niej czymś łatwym. Nie wiem kim są jej rodzice, nie wie kiedy się urodziła, nie zna swojego imienia. Nie ma pojęcia kim tak naprawdę jest. Po przeprowadzce Sky zaczyna nowy rok w nowej szkole. Uchodzi za dziewczynę nieśmiałą i zakompleksioną. Jednak już pierwszego dnia udaje jej się zawrzeć przyjaźń. Drogi blond dziewczyny stykają się też z aroganckim i tajemniczym Zedem Benedictem. Chłopak nie traktuje dziewczyny poważnie, wręcz przeciwnie - upokarza ją i dręczy. Do momentu, kiedy okazuje kiedy okazuje się, że Sky jest przeznaczoną Zeda.

A więc rodzina Zeda włada nadprzyrodzonymi mocami (telekineza, telepatia, podpalanie przedmiotów wzrokiem, uzdrawianie itd.). Nazywamy ich 'sawantami'. Każdy z sawantów ma swoją Przeznaczoną, Przeznaczonego, którym jest inny sawant. W przypadku Zeda i Sky mamy pewien problem ... Sky nie ma pojęcia, że jest sawantką, dlatego zaloty Zeda traktuje jak żarty, jednak z biegiem wydarzeń okazuje się, że to co miało być zwykłym 'dowcipem' zsyła na tych dwoje śmiertelne niebezpieczeństwo.

Książka ta jest 'miłością mojego życia'. Nie śmiem przesadzać w tej kwestii. Pochłonęłam ją w jeden dzień, delektując się każdym rozdziałem, zdaniem, wyrazem. Lektura jest bardzo inteligentna, zabawna, ale i mroczna i odrobinę straszna. Nie mogę pominąć też faktu, że Zed jest uosobieniem doskonałości i PEWNOŚCI SIEBIE (którą jak wiecie uwielbiam u bohaterów literackich).
Choć nie ma lekko. Nadal sercem jestem za Aaronem ("Dotyk Julii".
Jednakże ...
"Kim jesteś, Sky?" polecam każdemu, kto ma ochotę przeżyć piękną, przeznaczoną sobie miłość z dwóch różnych światów. Autorka z racji tego,że aby napisać tą książkę jeździła 'śladami' swych bohaterów po całych Stanach, spisała się wyśmienicie i porwała mnie w wir szaleństwa.

Gorąco polecam tą książkę każdemu - KAŻDEMU - kto choć trochę bazuje na moim guście książkowym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
W tym wpisie postaram się was troszkę zarysować ogólną fabułę tego mojego najnowszego opowiadania. Jeśli wam się spodoba dodam pierwszy rozdział.

Emily Sommer żyję w Iwanie Południowej, którą włada rodzina królewska Windsorów. W dzień śmierci królowej, król pogrążony w rozpaczy, każe zabić co czwarte dziecko w królestwie do trzeciego roku życia, które urodziło się w tym dniu. Los chce, aby tym jednym z tych dzieci była Emily. Uprowadzona z domu, zostaje poddawana seriom tortur, które mają na celu jej powolną śmierć. Dziewczynka zostaje uratowana przed Buntowników, którzy nienawidzą całej monarchii Iwany Południowej. Aby przeżyła, zaaplikowano jej eksperymentalne serum, które (w skutku ubocznym) dało jej do dyspozycji władanie czterema żywiołami: ogniem, wodą, ziemią i powietrzem. Razem z rodziną dołączają do Buntowników, nadal normalnie żyjąc. Pewnego dnia do ich domu wkraczają uzbrojeni żołnierze, którzy transportują rodzinę Sommer'ów do więzienia. Jednak po kilku miesiącach w celi, 17- letnia Emily dostaje propozycję nie do odrzucenia. Ceną jest życie jej rodziny. Nie przypuszcza jednak, że gra potoczy się też o jej własne życie.
  • awatar PIERONEK. d:: nieźle się zapowiada :)
  • awatar Julzzzz: Wow...zatkało mnie..To jest rewelacyjne..Skoro taki mały fragmencik tak mi się spodobał to co dopiero tu mówić reszcie..Nie mogę się doczekac!!!
  • awatar Gość: kiedy pierwszy rozdział ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przedstawię wam teraz spóźnioną listę moich książek, które z pewnością zagoszczą w tym roku na mojej półce. Więc, żeby dalej nie przedłużać, zaczynamy ...

1) "Dziedzic" Kiera Cass. CZERWIEC
Czyli eliminacje, w których córka Maxona i Americi będzie szukała sobie męża. Szczerze powiedziawszy ciekawa jestem jaką Kiera Cass wykreowała historię. Wydaje mi się też, że będzie to opowieść dość 'naciągana'.
Moja miłość do tej serii nie pozwala mi jednak, odrzucić kolejnej książki pani Cass.

2. "Opal" Jennifer L. Armentrout. 18 MARCA
Pokochałam tą książkę, głównie za Deamona. Więc mam nadzieję, że autorka nic mi tam z nim nie zrobiła.

3. "Znajdę cię, Crystal" Joss Stirling JESIEŃ 2015
Uwielbiam jej poprzednie książki. Swoją drogą niedługo recenzja pierwszej części "Kim jesteś, Sky?". Musicie jednak wiedzieć, że książka jest po prostu FENOMENALNA.

4. "Mara Dyer. Przemiana" 28 STYCZNIA
A więc, pierwszą część przeczytałam tydzień temu. Może nie jest to książka, która chwyciła mnie za serce i trzyma, aż do teraz, ale okropnie spodobała mi się fabuła i pomysł autorki. Dlatego muszę przeczytać ciąg dalszy.

5. "Czerwona Królowa" Victoria Aveyard. 9 LUTEGO

6. "Will Grayson, Will Grayson" John Green, David Levithan. 4 MARCA
Pewnego zimnego wieczoru w niezwykłym zakątku Chicago przecinają się ścieżki dwóch nastolatków o tym samym nazwisku, obracających się w zupełnie różnych kręgach. Ich życie nagle rusza w całkiem nowym i nieoczekiwanym kierunku, obfitując w heroiczne porywy serca i znajdując kulminację w najcudowniejszym musicalu, jaki kiedykolwiek wystawiono na deskach licealnych scen.
  • awatar Bookworm :3: Ja uważam że fajnie będzie przeczytać ta książkę Kiedy Cass i raczej wcale nie jest aż tak naciągana. Po prostu będzie pokazane jak później America radzi sobie z władzą i w ogóle ;)
  • awatar Alex Fitzpatrick: Jakoś jakoś mnie nie zaciekawiło :/
  • awatar Julzzzz: A ja właśnie czytam sobie "Obsydian",więc ciesze się,że niedługo wychodzi kolejny tom.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Na początku chciałabym Was przeprosić.
Nie wyobrażałam sobie, że można aż tak długo nie wchodzić na bloga.
Że można ominąć rocznicę założenia.
Że można zapomnieć.
Że można mieć tak mało czasu.
NIE WIEM JAK JAK TO ZROBIŁAM!

Zawsze usprawiedliwiam się brakiem czasu. W tym przypadku jest z grubsza tak samo. Ale nie tylko ... Wbrew wszystkiemu brakowało mi też chęci i zapominałam, że powinnam coś napisać. Oczywiście góry obowiązków i 'pewnych' problemów i jak najbardziej nie pomogły tego zmienić. Cóż ... bywa.

Tak czy siak - WRACAM.
Mam okropne zaległości we wpisach zarówno pod względem pisania jak i czytania.
Z racji tego, że niedługo zaczynm ferię postanowię jakoś to nadrobić.
Zastanawiam się również nad przeniesieniem się na Bloggera.
Gdyby nie fakt, że jestem mocno związana z Pingerem, zrobiłabym to już dziś. Niestety - Sentymentalność potrafi "poprzestawiać" kilka guzików w mózgu.

Jeśli tylko zdecyduję się na taki krok, będziecie o tym wiedzieć.
Na razie jednak brnę dalej ...
Zaczynając od nowego opowiadania, które buduję już od września.
Szykujcie się na powrót w wielkim stylu.
  • awatar Julzzzz: Już nie mogę się doczekać... Też myślałam o pzeniesieniu się na Bloggera,ale nie mogę jakoś podjąć decyzji..
  • awatar książkocholiczka123: ja czekam z niecierpliwością :* na kolejną dawkę super wpisów :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
22 dni nieobecności to nie lada wyczyn z mojej strony. Mam tyle do nadrobienia, że aż nie byłam pewna od czego mam zacząć. Uznałam jednak, że powrócę sobie to jednej z moich ulubionych trylogii czyli "Dotyk Julii". Postanowiłam, że muszę wrócić do tej książki. I oto znowu na nowo i na nowo i na nowo przeżywam historię Julii. Na nowo zakochuję się w Aaronie i na nowo zaczynam pałać odrazą do niejakiego Adama Kenta. Chiałabym przeczytać je teraz zgodnie z kolejnością i dołączyć do tego też "Trzy tajemnice", na które oczywiście poluję od tygodnia. Niestety na moje nieszczęście nie mam czasu na wyprawy do księgarni.

Czytając tą książkę po raz drugi zaczynam dostrzegać zupełnie coś innego niż za pierwszym. Zawsze uważałam, że Mafi pisze wprost wspaniale, ale teraz dogłębnie analizując każde słowo muszę przyznać, że pisze wprost genialnie. Nadawałaby się na tworzenie poezji, nie da się zaprzeczyć. Każde doznanie, każde uczucie, każdy najmniejszy szczegół jest dopracowany i pisany w sposób tak mądry, że aż nieprawdopodobne, że napisała to tak młoda pisarka. Okropnie, okropnie zazdroszczę jej tak "lekkiego pióra". Nic dziwnego, że jej książki robią taką furorę. Mam tylko nadzieję, że zostaną wydane też inne książki jej autorstwa. Oby ...
  • awatar Julzzzz: Właśnie czytam "Dotyk Julii" Musze powiedzieć,że jest narazie SUPER!
  • awatar Julzzzz: Od daaaaaawna chce przeczytać,ale zawsze to odkładam na potem...
  • awatar Magic Dreamer...<3: Ja muszę się wreszcie zabrać za drugą część ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś swoje urodziny obchodzi nie kto inny tylko ... SHAILENE WOODLY, odtwórczyni roli Hazel w ekranizacji "Gwiazd Naszych Wina" i Tris w "Niezgodnej".
Są to jej 23 urodziny. Jest jedną z moich ulubionych aktorek i, mimo że nigdy tego nie zobaczy, chciałabym jej życzyć wszystkiego najlepszego.

Więc w związku z tym, przygotowałam kilka ciekawostek, które nawet mnie zdziwiły.

• Brała udział w castingu do roli Katniss w "Igrzyskach Śmierci" i UWAGA, do roli Anastazji Steele w ekranizacji "50 twarzy Graya". ~ nie wyobrażam jej sobie w ani jednej ani drugiej roli, a już zwłaszcza w roli Anastazji ( nie czytałam "50 twarzy Graya", ale wystarczą mi już opinie innych na temat tej książki, taka literatura to nie dla mnie ... Hahaha ).

• Kojarzycie horror "Carrie"? Shailene odrzuciła rolę w tym filmie. Wydaje mi się, że zdecydowanie bardziej pasowała do tej roli Chlöe Moretz.

• Jest zwoleniczną naturalnych sposobów dbania o urodę. W jednym wywiadzie powiedziała nawet, że dla oczyszczenia organizmu raz na jakis czas spożywa glinę. Taaa ... szczerze powiem, że to trochę chore. Ale cóż ...

• Lubi spędzać każdy dzień aktywnie. Joga i te sprawy, co doskonale wyjaśnia, dlaczego Shai jest taka szczupła i dobrze zbudowana.


• Do roli Hazel Grace obcięła włosy i przeznaczyła je organizacji "Children with the Hair Loss", która zajmuje sie robieniem peruk dla dzieci przechodzących chemioteriapię.

• Shailene nie spotkała się osobiście z Jennifer Lawrence, ale za to z nią korespondowała. To własnie Jenn zachęciła ją do przyjęcia roli Tris w "Niezgodnej".
„Głupotą byłoby odrzucenie tej roli” – doradziła jej. " Nie nagrywaj tylko sekstaśmy i nie bierz narkotyków. A tak poza tym, korzystaj z życia. Miłej zabawy”. Wiedziałyście o czymś takim? Huhuhuh, nie spodziewałam się, że Jennifer wpłynęła na decyzję Shailene. Brawo Jenn !

Jeszcze raz wszystkiego co najlepsze dla ukochanej Shailene. I co o tym sądzicie? Wiedzieliście o tym wszystkim?
  • awatar Pamiętniki Ocalałych: Uwielbiam ją <3
  • awatar Dead Inside †: Ja czytałam "Carrie" Stephena Kinga [ogólnie jestem jego fanką] i bardzo lubiłam książkę, ale Hazel [to je Hazel i już ;w;] tam by nie pasowała.
  • awatar Suzi, Psiara ;**: Nie oglądałam Niezgodej, ani Gwiazd Naszych wina ale musze koniecznie obejrzeć ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

 
Po 17 dniach nieobecności, które nagromadziły się z dwóch powodów: brak czasu i weny. Jak zawsze! Tak czy tak postaram się to nadrobić troszeczkę. Wtrącę tutaj jeszcze tak w gwoli przypomnienia, że już za 10 dni premiera pierwszej części "Kosogłosa". Jezu, już tak blisko (...) A teraz wracam do opowiadań. Szósty rozdział podzielę na dwie części, bo wyszedł mi strasznie długi. Macie tutaj poprzednie:
Rozdział 3: http://trueloovestory.pinger.pl/m/22306178
Rozdział 4: http://trueloovestory.pinger.pl/m/22417032
Rozdział 5: http://trueloovestory.pinger.pl/m/22622926
I życzę powodzenia w czytaniu!
*****
Lot trwał prawie dwie godziny, podczas których jeszcze sześć razy usłyszałam słowo "ślicznotka". Zazwyczaj mężczyzna, który jak zdołałam się dowiedzieć nazywa się Alexander używał tego określenia kierując pytania dotyczące mnie do Thomasa. "Czyli ta ślicznotka to geniuszka, tak?", "Ile ta ślicznotka ma lat?" i tak dalej. Na każde takie pytanie Thomas najpierw odpowiadał śmiechem i szturchnięciem mnie w ramie, czego pilotujący Alexander nie mógł zauważyć. Za każdym razem posyłałam mu złowieszcze spojrzenie, nie powstrzymując przy tym uśmiechu. Po określonym czasie helikopter wylądował. Wyjrzałam przed małe okienko i spostrzegłam śnieg. Pośpiesznie odpięłam pasy i wysiadłam z helikoptera. Zaraz za mną wyskoczył Thomas i rozejrzał się dookoła rozdziawiając usta.
– Jesteśmy gdzieś w Górach Skalistych, a dokładnie w zapomnianym Parku Narodowym Banff. – oszacowałam szybko. Po kataklizmie na naszej planecie i przejęciu rządu przed Primo, większość Parków Narodowych została zniszczona przed warunki pogodowe. Przechodzące tornada, burze słoneczne i zimowe niszczyły roślinność i spowodowały wyginięcie wielu zwierząt. Jedyne co zostało po parkach to idealnie żłobione góry. W ich pobliżu temperatura spadała nawet do -35 stopni Celsjusza. Teraz znajdowaliśmy się we wnęce góry i z obu stron otaczały nas jej ściany. Alexander stał koło Thomasa i przyglądał mi się z miną pełną aprobaty, a zarazem ogromnego niedowierzania.
– Skąd ty to ... – zapytał pilot. Spojrzał na swojego kopana, który teraz wyjmował z tyłu samolotu nasze torby. Doszczętnie zapomniałam o tym mężczyźnie, tym, który podczas odlotu wziął nasze bagaże.
– Ponieważ jeśli się dobrze przyjrzysz w tych górach na przeciwno nas... - wskazałam palcem szczyty gór po drugiej stronie, które były ledwo widoczne z tak głębokiej wnęki Gór Skalistych w jakiej się znajdowaliśmy. – Możesz zauważyć światła odbijającego się turkusowego jeziora polodowcowego. - Alexander i Thomas wytrzeszczyli oczy i po chwili spostrzegłam, że bagażowy również to robi. Thomas widocznie dostrzegł światło i uśmiechnął się do mnie.
– Masz sporo racji, co jest imponujące, a zarazem mega wkurzające. - powiedział Alexander. – A teraz chodźcie do kopuły, bo zaraz tu zamarznę. - wskazał skinieniem głowy na wielką białą kopułę po naszej prawej stronie. Znajdowała się kilka metrów od nas. Przejęłam swoje torby od bagażowego, tak samo jak Thomas i ruszyliśmy za Alexandrem, który był już kilka kroków przed nami.
– A więc ślicznotko... - zaczął Thomas, spojrzał na mnie wyczekując na moją reakcje. Kiedy przewróciłam oczami uśmiechnął sie od ucha do ucha i kontynuował. – Jak cię się podoba nasza emigracja do tak cholernie zimnego miejsca?
– Martwię się o Iana. - wiem, że to nie było to co teraz chciał usłyszeć, ale nie mogłam już dłużej dusić w sobie tego. Prawda była taka, że bałam się nie tylko o niego, ale też o nas i o innych członków Drugiej Elity.
– Jest w bezpiecznym miejscu nie musisz się o niego zamartwieć, Nel. - spoważniał. – Da sobie radę.
– Jesteśmy na miejscu. - krzyknął Alexander widocznie uradowany. Nawet nie zauważyłam, że już dotarliśmy i to w takim tempie. Z daleka wydawało się, że budowla jest położona dużo dalej niż była w rzeczywistości. Alexander przyłożył rękę na urządzenie, które znajdowało się na ścianie budynku, ale ku mojemu zdziwieniu nigdzie nie było drzwi. Staliśmy tak przez chwilę, aż zaczęły nam marznąć palce u rąk.
- Co ty robisz, stary? - spytał Thomas, trzymając się nadal blisko mnie. Wziął sobie najwidoczniej prośbę Iana o 'niańczenie' mnie bardzo do serca.
- Cierpliwości. - gdy to mówił, na ścianie obok miejsca, gdzie spoczywała jego ręka zaświecił prostokąt ukazując nam prawdziwe wejście do środka. Widząc zdumienie na naszych twarzach uśmiechnął się z wyższością. - Panie przodem. - ostrożnie weszłam do środka, bojąc się, że gdy to zrobię szybciej wejdę w jakąś nieznaną przestrzeń i nigdy z niej nie wrócę. Za mną kroczył pewniej niż ja Thomas, potem bagażowy, a na końcu Alexander, zamykając na nami drzwi. Przed chwilę było ciemno, aż w jednej chwili światło zapaliło się, raniąc nam oczy i oświetlając korytarz. Obejrzałam się. Z jednej strony zamiast ściany były okna, pokazujące salę treningową. Była olbrzymia. Ściany były pokryte jasną szarością i przed kilka metrów nie było niczego innego tylko okna. Po kilku minutach marszu na końcu korytarza spostrzegłam sylwetkę, teraz Thomas szedł przodem z uwagą przyglądając się postaci zmierzającej w naszą stronę. W jednej chwili wyraz jego twarzy się zmienił. Nie był dociekliwy. Zaczął się uśmiechać nie śmiało, kiedy postać przyspieszyła i rzuciła się na Thomasa, otulając jego szyję rękami. Zatrzymałam się omal nie wpadając na Thomasa i dziewczynę zawieszoną na jego szyję.
- Thomas! - krzyknęła dziewczyna. -Nawet nie wiesz ja się cieszę, że cię widzę. - dziewczyna miała długie rude włosy, niebieskie oczy i była zdecydowanie wyższa ode mnie, ale niższa od Thomasa.
- Ja również Lauren. - dziewczyna puściła chłopaka i spojrzała teraz to na mnie, to na Alexandra, to na bagażowego.
- Alex, Nick. Dziękuję, a teraz zmiatajcie. - machnęła ręką w stronę mężczyzn.
- Milutko z twojej strony. - wyszczerzył się Alexander z wyraźną irytacją i razem z mężczyzną nazwanym przed Lauren, Nick, kierowali się w głąb korytarza.
- Tęskniłam za tobą Thomas. - dziewczyna miała bardzo zaraźliwy uśmiech. A ja poczułam się bardzo nieswojo w towarzystwie mojego przyjaciela i jego rudej koleżanki. Thomas jakby wyczuł moje zakłopotanie i osunął się odrobinę od Lauren, która nie dawała mu dalej odejść.
- To jest Nelly Forbes. - przedstawił mnie, a ja uśmiechnęłam się do Lauren.
- Siostra Iana? - Thomas kiwnął potwierdzająco głową. Lauren odeszła od Thomasa i teraz spoglądała na mnie jakby w ten sposób mogła się o mnie czegoś dowiedzieć. - Jesteście do siebie bardzo podobni. Macie te same włosy.
- Taa. Te oszałamiające kasztanowe włosy. - wzruszyłam ramionami.
- Trudno się nie zgodzić. - Thomas z uwagą przyglądał się nam i uważnie przysłuchiwał się naszej rozmowie, uśmiechając się bez przerwy. - Nareszcie mamy jakiegoś geniusza w naszych progach. - dodała ze smutkiem.
- Moment ... - zamyśliłam się. - Jak to nareszcie?
- Gdzie reszta? Jeszcze nie dotarli? - Thomas też wyglądał na zaniepokojonego tą myślą.
- Nie dotrą. - widać, że dziewczyna walczy z łzami. W sekundzie jednak się opakowała.
- Jak to!? - spojrzałam na nią, próbując wyprzeć z głowy ponure myśli. Thomas stał teraz pomiędzy mną a Lauren i przyglądał się rudowłosej dziewczynie uważnie.
- Geniusze naszej Elity, wszyscy byli na zebraniu w bazie. - tego się obawiałam. - W naszej mieliśmy piątkę 'mózgowców'. Trójka zginęła w ataku. - Thomas odetchnął głęboko. - Najstarsza geniuszka, 24-letnie Juliette jest ranna, ale bezpieczna z innymi w tajemniczym schronieniu. Tam gdzie twój brat. Ty i ona jesteście ostatnie. - zakręciło mi się w głowie. Nie ma już nikogo. Wiedziałam, że jest nas mało, ale mimo to ta informacja i tak mnie przytłoczyła. Przed chwilę panowała cisza. - Muszę was obesłać do pokojów. - zaczęła spokojnie Lauren. - Oboje macie współlokatorów. Musicie się pozbierać, ogrzać, przebrać i widzimy się na obiedzie o trzeciej. - pocałowała Thomas w policzek, co wytrąciło go z zamyślenia, a ja zdałam sobie sprawę, że Lauren i Thomas to więcej niż przyjaciele. Gdyby nie fakt, że właśnie dowidziałam się, że jestem jedną z ostatnich geniuszek z Elity, zapytałabym go o to. W końcu koło nas ponownie pojawił się Nick. Wziął nasze torby i pomknął w korytarz zachęcając nas do podążenia za nim. Ruszyliśmy i całą drogę do pokoju przeszliśmy w zupełnym milczeniu.
Sypialnie były podzielone na sektory dla mężczyzn i kobiet, dlatego już po kilku minutach wędrówki, zostałam sama pod drzwiami mojego nowego pokoju. Kiedy straciłam z oczu Thomasa i Nicka, odetchnęłam i przekręciłam klamkę. Byłam niezmiernie ciekawa, kto został mi przydzielony do pokoju. Kiedy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się niewielki pokój z dwoma łóżkami, dwiema szafkami, komodą i olbrzymią szafą wbudowaną w ścianę. Nie było okien co specjalnie mnie nie zdziwiło. Na pewno znajdowaliśmy się kilka metrów pod ziemią. Pokój był cały oświetlony, z przenośnego radia leciała muzyka. Na jednym z łóżek zauważyłam blond włosom dziewczynę z notesem w ręku. Kiedy mnie zobaczyła, rozdziawiła buzię w zaskoczeniu po czym uśmiechnęła się. Wstała z łóżka i powitała mnie życzliwym uściskiem.
- Nel, boże jakie szczęście, że to ty. - odsunęła się ode mnie i jednym spojrzeniem przeanalizowała mój strój. - Już myślałam, że przydzielą mi jakąś nudziarę nie lubiącą tuszu do rzęs i piosenek o miłości. - uśmiechnęła się na co ja odpowiedziałam tym samym.
- To rzeczywiście dobrze trafiłaś, Evelin. - dziewczyna jak zawsze była ubrana i umalowana bardzo modnie. Miała na sobie białą bluzkę zakończoną frędzlami, jeansową kurtkę i spodnie w grochy. Pamiętam, że zawsze lubiła się stroić, nawet kiedy sytuacja kompletnie tego nie wymagała. Ostatnio widziałam ją pół roku temu podczas osiemnastych urodzin Melanie. Byłyśmy najmłodsze z całej Elity, dlatego postanowiłyśmy się zaprzyjaźnić. Obie miałyśmy poczucie humoru, ale to była nasza jedyna wspólna cech. - Widzę, że już zaczęłaś swoje małe dekoratorskie rewolucje. - wskazałam na kolorowe obrazy w białych ramkach, na ścianach tak samo szarych jak w całej kopule.
- Gdybyś tu weszła jako pierwsza przeraziłabyś się. Zero kolorów. - machnęła ręką i wróciła na łóżko, które było przykryte różowym kocem. - Zbudowali coś takiego, a jakby nie mogli pomalować ścian na jakiś żywszy kolor. Purpura, turkus, beż, jakikolwiek. - zaśmiałam się pod nosem.
- Od kiedy tu jesteś? - zapytałam, przechodząc z torbami w stronę mojego łóżka, na którym normalna biała pościel była przykryta fioletowym kocem. Wyciągnęłam książki i włożyłam do szafki nocnej. Przywiezione zdjęcia ustawiłam na moim miejscu na komodzie obok rzeczy Evelin.
- Od dwóch tygodni. - powiedziała to nadal przeglądając zeszyt.
- Od dwóch tygodni? Ale przecież bazę zaatakowano dwa dni temu. - obruszyłam się prawie opuszając ramkę ze zdjęciem.
- W Mount Pearl dochodziło do coraz większych zamieszek, aż w końcu w specjalnym wydaniu wiadomości ogłoszono, że wojska są na tropie Elit w naszym mieście. Po tym komunikacie wysłaliśmy list do bazy i przywieźli nas tu. - podniosła ręce do góry. - Kilka dni temu wysłano mojego kuzyna Axela do bazy głównej i potem informacja o ataku. Nam już nic nie groziło, a on razem z innymi musi się ukrywać. - posmutniała trochę.
- Kto przybył jak do tej pory? - zapytałam.
- Po dwie osoby, albo po jednej z Mount Pearl, Corner Brook, Conception Bay South, Grand Falls-Windsor , Gander , Stephenville , Portugal Cove-Saint Philip's no i St. John's. - powiedziała to wolno, aby mieć pewność, że się nie pomyli.
- Czy nie ma jeszcze trójek z dwóch miast z naszej Elity. - zamyśliłam się. - Kiedy dotrą?
- Powinni tu być w przeciągu trzech dni, czy jakoś tak. Wiesz, że nie jestem strategiem nie mam pojęcia jak zaplanowali przybycie reszty. - teraz rozglądała się po całym pokoju. Ja nadal stałam przy komodzie i dzierżyłam w ręce ramkę. - Dobra koniec gadania o polityce. Musisz się wyszykować, bo za godzinę obiad. - pisnęła radośnie z zupełnie nieznanego mi powodu.
- Musimy się wyszykować na obiad? Czy ty siebie słyszysz? - uśmiechnęłam się.
- Zawsze jest pora aby dobrze wyglądać. - wstała z łóżka, chwyciła małą kosmetyczkę i przemknęła koło mnie do łazienki. Kiedy zamknęła za sobą drzwi roześmiałam się. Za to ja lubiłam, te jej małe dziwactwa na temat wyglądu zawsze mnie śmieszyły. Wypakowałam resztę moich rzeczy, stawiając figurkę baletnicy przy łóżku koło lampki nocnej. Czekając na wyjście Evelin z łazienki do dwóch wolnych szuflad w komodzie spakowałam moje ubrania. Zajrzałam do szafy i szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia. Było w niej pełno ubrań. Sukienki, spódnice, bluzki, kurtki, spodnie, jeansy, koszule itd. Niektóre podpisane moim imieniem inne imieniem Evelin. Gdy wyjęłam podwijane jeansy z moim imieniem od raz zauważyłam, że były szyte na miarę. Chwyciłam też niebieski sweter zakładany przed głowę. Wtedy wyszła Evelin w szlafroku, spojrzała na mój wybór, uśmiechnęła się i poszła dalej. Ja natomiast weszłam do łazienki. W przeciągu kilku minut umyłam włosy i resztę ciała moim ulubionym mydłem lawendowym, które zabrałam z domu i wyszłam z łazienki. Evelin była już gotowa. Miała nałożony makijaż, na sobie miała czarną spódnicę w kwiaty, białą bluzkę na ramiączka i tą samą krótką jeansową kurtkę. Włosy miała spięte wysoko na czubku głowy. Migiem założyłam przygotowany prze mnie strój, zrobiłam ledwo widoczny makijaż i rozczesałam włosy, które ułożyły się w lekkie fale. Dochodziła trzecia.
- Mam nadzieję, że jakiś chłopak doceni moje starania i przysiądzie się do nas na obiedzie. - poprawiła niezgrabnie włosy przed lustrem. Otworzyłam drzwi i czekałam już na nią na korytarzu.
- Jak zobaczy, że przyszłaś tak wystrojona na obiad myślę, że nie będzie się mógł skupić na niczym innym tylko na długości twojej spódniczki. - zaśmiałam się, a Evelin szturchnęła mnie w ramię.
*****
Mam szczerą nadzieję, że wam się spodobało. Pamiętajcie, że to od was zależy czy nadal będę dodawać rozdziały.
  • awatar książkocholiczka123: o jeju jakie super :* kiedy kolejny rozdział ??? bo nie mogę się doczekać:* pisz dalej świetnie ci to wychodzi czekam na dalszy ciąg :* błagam bo muszę się dowiedzieć co będzie dalej :*
  • awatar Suzi, Psiara ;**: Super!! Pisz dalej :)
  • awatar Gość: Świetne, jak zawsze. NAJLEPSZA. ;***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Siedemnastoletnia Katy Swartz przeprowadza się z matką z Florydy do Zachodniej Wirgini, aby zacząć nowe życie. Pierwszego dnia poznaje zabójczo przystojnego Daemona Blacka i jego siostrę Dee, z którą szczerze się zaprzyjaźnia. Czego nie akceptuje jej brat. Daemon to mega seksowny zielonooki szatyn, o aroganckim i wstrętnym charakterze. Katy już po pierwszej rozmowie, ma ochotę go zabić. Niestety nic nie potrafi zrobić z tym, że w nieodgadniony sposób również ją pociąga.

Dziewczyna czuje jednak, że rodzeństwo coś ukrywa. Wszystko się wyjaśnia, kiedy Daemon w ponadnaturalny sposób ratuje ją przed śmiercią. Okazuje się, że on, jego siostra i kilku znajomych pochodzi z innej planety, oddalonej o miliony lat świetlnych od Ziemi. Przyjmują postać ludzi, podczas gdy tak naprawdę są "światłem". Serio, czystym światłem. Jednak nie są jedymi przybyszami obcymi na naszej planecie, są jeszcze cienie, które polują na na światło, które ma niewyobrażalna energię. Katy przyjaźniąc się z Dee, dała się wplątać w ten popaprany świat kosmitów i staje się ich celem ... Na łożu śmierci zostaje połączona z Daemonem, który ratuje ją przed śmiercią.

Muszę wtrącić tu kilka słów odnośnie Daemona. Jego postać po prostu mnie powala. Typowy arogancki i do bólu szczery chłopakach, który według Katy nie jest warty niczyjej miłości. Jednak, czy napewno? To tylko powłoka zewnętrzna ... tam w środku mamy zupełnie inną osobę. Ich konwersacje nie raz doprowadzały mnie do palpitacji serca. To w jaki sposób autorka, dopracowała postać chłopaka, w pewnym momencie mnie po prostu zatykało z wrażenia. Ile razy szczerzyłam się sama do siebie podczas czytania.

Nie mam zamiaru się tak rozpisywać nad fabułą. Książka nie jest jakaś specjalnie wymyślna. Nie. Ale za to potrafi rozbawić i ma taką prostą i fajna treść, że aż przyjemnie czytać. Poza tym podoba mi się koncepcja, jaką rozwinęła autorka. Wielki plus za pomysł, Daemona i Katy. A teraz muszę odczekać z tydzień, może dwa i znaleźć sposób na przeczytania "Onyks" czyli kolejnej części trylogii "Lux".

OCENA KSIĄŻKI: 8/10
  • awatar Magic Dreamer...<3: Ja mam na liście do przeczytania, tylko kiedy mam pieniądze (co zdarza się rzadko) to nigdzie nie mogę jej dostać :/
  • awatar Bookworm :3: Zapowiada się ciekawie :)
  • awatar the soul of the princess: widzę że też lubisz książki tego typu co ja, kocham Kerrelyn Sparks :) zamierzam przeczytać Rywalki, czytałaś może ? polecasz?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Zapomniałam, zapomniałam. 12 października Josh Hutcherson obchodził swoje 22 urodziny, a ja po prostu zapomniałam. A przez cały poprzedni tydzień wypominałam sobie, aby pamietać. I proszę ... przeklęta pamięć. Tak czy tak muszę napisać spóźnione życzenia w końcu to mój mąż, tak?!

Więc kochanemu Joshowi, którego wszyscy tak mocno kochają życzę większych sukcesów, wszystkiego co najlepsze i żeby każdy jego kolejny film był coraz lepszy i lepszy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Film znany praktycznie większości. Film, który pokochały miliony młodzieży, ale nie tylko. Od razu na wstępie powiem, że mnie urzekł i chwycił za serce. Na tą ekranizację wybrałam się z moją klasą i rocznikiem o rok starszym. Nauczyciele od początku mówili, że film ten powoduje swego rodzaju dyskomfort. Otóż to, a przynajmniej u osób wrażliwych. Na szczęście moja wrażliwość nie zalicza do swojej kategorii krwi ( no może trochę).

Jak wiecie jest to film opowiadający o "miłości w czasach apokalipsy". Zgodzę się z tym, ale tylko połowicznie. Opowiada w sposób szczególny o tym co działo się w sierpniu 1944 roku w Warszawie. Pierwszy plus za ucharakteryzowanie postaci i Warszawy. Efekty były tak realistyczne, że czasem myślałam, że film ten naprawdę był kręcony w czasie powstania (pomijając to, że film był zrobiony w kolorze). Do tej pory mam przed oczami te ruiny, ten gruz ... Wspaniały efekt, gratuluję ekipie, która była za to odpowiedzialna! No i teraz przejdę do kolejnego aspektu filmu jakim jest MIŁOŚĆ. Stefan i Biedronka. Podobało mi się takie wtrącenie. Prócz zabijania, krwi był też wątek, który całemu filmowi nadawał taki przyjemny charakter, mimo czasów w jakich ta miłość się narodziła. Doskonale pokazywało to jak kiedyś zachowywała się młodzież, żyli dniem, cieszyli się życiem. I to poświęcenie "Beksy". Gdybym nie była w gronie mojej klasy na bank bym się poryczała.

I teraz coś mniej przyjemnego: KREW. Uhh, co prawda ani razu na filmie nie przestałam oglądać nawet podczas scen przy, których myślałam, że zaraz zacznę krzyczeć. Kiedy zabijali matkę i brata Stefana, kiedy krew i "inne" leciały z nieba po wielkim wybuchu na jednej z ulic w Warszawie, "góra" trupów w szpitalu. Okropności ...
Krew, krew, krew wszędzie ta krew.

Na koniec kiedy wychodziłam z kina, byłam tak roztrojona emocjonalnie, że przed całą drogę do szkoły milczałam. Wiem, że możecie mnie wziąć za idiotkę, ale ten film do mnie przemówił. Tak, ten film. Nie wiem czy ja kiedykolwiek gdyby naszła taka potrzeba zdołałabym poświecić się tak jak młodzież w czasach II Wojny Światowej.
  • awatar Folari: Nie mogłabym pójść na to z ludźmi z klasy. Z pewnością bym się rozkleiła. :/
  • awatar ♕Niezapisana: Film bawi się naszymi emocjami ;) Piękny ♥
  • awatar Alex Fitzpatrick: Ja po każdym takim filmie jestem ''roztrojona emocjonalnie'' :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Na początek chciałabym powiedzieć "JEZU" nie było mnie aż 9 dni. Muszę przyznaj, że to chyba mój rekord. Tak czy siak, mam ambitne plany, aby w weekendy pisać po dwa lub trzy wpisy, a potem "Kopiuj" , "Wklej" i wypisy pojawiają się regularnie. Ale to tylko plany ...
*****

Więc przejdę od razu do rzeczy. Przeczytałam "Szklany Tron" jakieś półtora tygodnia temu i jak pewna osoba przewidziała zakochałam się w kolejnym księciu - Dorianie - więc postanowiłam zrobić wielkie porównanie. Maxon czy Dorian?! Zacznę może od Maxon'a, ponieważ jest bliższy mojemu sercu ze względu na to,że przeczytałam już wszystkie jak do tej pory części "Rywalek", tak więc mogę się rozpisać. Mam nadzieję, że was nie zanudzę.

Maxon na początku serii była taki potulny, nie potrafił sobie radzić z dziewczynami i nie umiał się całować, po czym doznałam wielkiego szoku, ale nie w tym rzecz. Krem zakochał się w Ami i to chyba pod jej wpływem zmienił się nie do poznania. Stał się odważny, pewniejszy, bardziej dowcipny i ( co najważniejsze) typowo męski. Co nie może was chyba dziwić, że zakochiwałam się w nim z części na część coraz mocniej i mocniej, aż w "Jedynej" całkowicie skradł moje serca pozostawiając je pod swoją królewską władzą, aż do ostatniej przeczytanej strony. Powiem wam, że do tej pory jak przypomnę sobie o tym wyzyskiem przed co przeszedł przed całe eliminacje, uwierzcie, zaczynam się szczerzyć do siebie jak kompletna kretynka. Może to fakt, że uwielbiam kiedy postać się tak zmienia, albo niespełnione dziecięce marzenia o byciu księżniczką (każda chyba wie o co chodzi), ale od pewnego czasu mam słabość do książąt.

I wreszcie przyszedł czas na księcia Doriana. To jest już zupełnie inna wersja. Od samego początku był pewny siebie, pierwsze co mnie w nim urzekło to fakt, że autorka przelała na niego swoje niewyobrażalne poczucie humoru. Nie raz podczas czytania jego kwesti, po prostu zataczałam się ze śmiechu. IDELANY typ aroganckiego, romantycznego flirciarza, ktore jeszcze na dostatek jest księciem, no czego chcieć więcej? Wszystko trochę się skomplikowało gdy zakochał się w Celaenie. Stał się trochę poważniejszy, ale mam taką głęboką nadzieję, że nie pani Mass nie zrobi z niego sztywniaka w kolejnych częściach. Tego bym chyba nie przeżyła. Dorian ma być taki jaki jest. Miłość ma go nie zmieniać. To rozkaz!

Podsumowując sondę: Dorian VS Maxon. Z ręką na sercu muszę ogłosić, że po przemyśleniu wybieram ...
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
*Jednego i drugiego.* Nie da się wybrać jednego, nie mogę po prostu to niemożliwe. Jak tu wybrać jednego z nich skoro moje serce należy do Doriana i Maxon'a . Może zmieni się cos po następnych częściach trylogii Sarah J. MMMaas. To teraz wy kogo byście wybrały (nawet bez czytania książki tylko po mojej opinii)?
  • awatar Ancykcyk ;): Doriana jeszcze nie poznałam, ale Maxona wielbię <33. Tssa, też polubiłam książkowy typ chłopaka-księcia. Dodałabym jeszcze Kaia z "Sagi Księżycowej"
  • awatar Wakacyjne perypetie Anabelle Hondje: 9 dni? Kochana, mnie nie było ponad miesiąc :D Jako, ze nie czytałam Szklanego Tronu, wybieram Maxona <3.
  • awatar Magic Dreamer...<3: Nie martw się 9 dni to i tak nic porównując do mojego dzisiejszego powrotu po 21 dniach :) Muszę przyznać, że po twoich opiniach bardzo ciężko było mi się zdecydować,ale wybrałam. Na dzień dzisiejszy (nie czytając ani Szklanego tronu ani Rywalek) wybieram Maxona :) Choć no wiesz to może się jeszcze zmienić po przeczytaniu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
"Jedyną" przeczytałam już jakiś tydzień temat, ale jakoś nie miałam weny jeśli chodzi o pisanie recenzji. Uznałam jednak, że czas wziąć się w garść. Od razu na początku informuję, że z racji tego, że jestem okropnie nakręcona tą książką mogą się pojawić spojlery.

Pierwsze co mi się spodobało w tej książce to, to że duża część akcji skupia się na rebeliantach z Północy i Południa. Nie wszystko kręciło się wokół eliminacji. Wielki plus dla pani Cass. Ale nie obyło się też bez problemów miłosnych Americi, Maxon'a i Aspen'a. Słynny trójkącik. Jednak jakoś tak w połowie książki Mer zrozumiała, że kocha księcia, ale nie chciała tego powiedzieć pierwsza, więc czekała aż Maxon wypowie te dwa magiczne słowa. Kiedy ojciec Ami zmarł musiał ona wyjechać z zamku, a Maxon z tęknoty pisał listy, których nie wysyłał. Uważam, że jego miłość była taka piękna i taka ... taka szczera, że za każdymi razem kiedy robił coś dla Americi, po prostu myślałam, że się rozpłynę. Spodobało mi się wykreowanie tej jego pierwszej, prawdziwej, bezgranicznej miłości. Podczas wizyty Ami w domu rodzinnym, okazuje się, że jej najstarszy brat, któremu miałam ochotę dać w twarz za każdym razem jak autorka wtrącała go do jakiejś sytuacji, zdradził rodzinie sekret miłości głównej bohaterki do Aspen'a.

No i się zaczęło. Wkrótce potem po tym jak America wyznała miłość Maxonowi, po tym jak się cieszył, jaki był szczęśliwy... wydało się. Na balu Maxon był taki wściekły, jak nie on. Już planował wysłać Mer do domu. I oto w tym momencie zamek zaatakowali rebeliancji, postrzelili Maxon'a i zabili jego rodziców. Następne wydarzenia są takie pogmatwane, bezsensowne, że trudno mi było cos zrozumieć. Oświadczyny, Maxon królem, ślub. Nie było żadnego wyjaśnienia, dlaczego jej wybaczył, ona też nie pytała nie mówiła, że go zraniła. NIC. Zirytowało mnie to. Po prostu jakby autorka dążyła tylko do tego aby zakończyć i tyle.

Jeszcze jedna moja uwaga. BŁĘDY. Ja wiem, że tłumacze mieli czas do 10 września, ale JEZU, było tyle błędów, nie dociagnięć, mylenia ( np. America potrafiła powiedzieć o sobie w rodzaju męskim). Mam nadzieję, że drukując kolejne egzemplarze poprawią to i owo.

Więc ogólnie ta część podobała mi się, ze względu na więcej akcji, stresujących wydarzeń i tym podobnych. Oczywiście z każdą kolejną przeczytaną stroną coraz bardziej zakochiwałam się w Maxonie. Tak na marginesie: Widocznie mam słabość do książąt. Teraz tylko czekam na "Książe i Gwardzista" oraz "The Heir".
  • awatar Lusia00: aaaa nie czytam recenzji, bo po książkę sięgnę za jakiś czas <3
  • awatar мєяiση★: Taa, pełno spojlerów :D ale widać tu wieelkie uczucia, to jasne. To chyba ciekawa książka ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wiem,wiem, że większość z was już pisała recenzję filmu "Listy Do Julii", dlatego to co teraz napiszę nie będzie recenzją, a moim dogłębnym przemyśleniem na temat tego film. Głupie, ale nic na to nie poradzę.

Pierwsze co naprawdę mi się spodobało to, że akcja filmu toczy się w gorących i urzekających swoją pięknością Włochach. Pamiętam, że zawsze chciałam zwiedzić ten kraj i kiedy to zrobię. Obiecuję. Kolejną rzeczą jest Amanda Seyfried, od dawna uważam ją za światną aktorkę i ta rola tylko utwierdziła mnie w tym przekonaniu. Zdecydowanie dobrze zrobili, że dostała główną rolę. Przejdę już do ostatniego aspektu, a mianowicie to tego jak ta komedia romantyczna była zrobiona. Wyczułam w niej takie inne poczucie humoru, nawet nie wiem jak jak to wytłumaczyć. Nie było to takie seksistowskie amerykańskie poczucie humoru. Nie mogę powiedzieć, że sie śmiałam, ale zdecydowanie zafascynowało mnie to poczucie humoru. I ten tekst wyjęty nie wiadomo skąd "Największą przyjemnością jest jak ktoś czesze ci włosy". Hah, tutaj uwaga do producenta ~ czemu to miało służyć?

Oglądając ten film jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że z całego serca pragnę kiedyś zajmować się pisaniem. Oddanie z jakim Sophie (Amanda) zatracała się w swojej wielkiej pasji było takie...takie... Magiczne i cudowne i wspaniałe, że ... Boże, wpadam w zachwyt i nie panuję nad słowami. Tak czy inaczej, uważam, że każdy kto chce kiedyś zatracić się w literaturze, kto chce pisać musi obejrzeć choć raz w życiu coś takiego jak "Listy Do Julii".
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Dawno nie dodawałam wpisów, a ponieważ pracuję nad recenzją "Jedynej" Kiery Cass i miałam dziś okropnie męczącą sobotę, postanowiłam dodać już gotowy kolejny rozdział "Wierności". Mam nadzieję, że was nie zanudzę.
Rozdział 1: http://trueloovestory.pinger.pl/m/22127076
Rozdział 2: http://trueloovestory.pinger.pl/m/22152638
Rozdział 3: http://trueloovestory.pinger.pl/m/22306178
Rozdział 4: http://trueloovestory.pinger.pl/m/22417032
*****
Poranne promienie słoneczne zaglądały przed okno do mojego pokoju. Obróciłam się w stronę szafki nocnej i podnosząc głowę z poduszki spojrzałam na zegarek. Wskazywał ósmą rano. Skarciłam się w duchu, że znowu tak wcześnie wstaje. Ostrożnie wstałam się z łóżka, podniosłam szlafrok z podłogi i wyciągnęłam ręce, rozciągając się po śnie. Po tym jak Thomas opuścił mój pokój razem z nim zniknęły koszmary, choć wspomnienie twarzy Iana kiedy mówił, że ja go zabiłam nadal wywoływało u mnie drżenie. Zeszłam po schodach na dół i zobaczyłam jak Thomas krząta się po salonie, chowając do toreb różne rzeczy. Od pamiątek, albumów ze zdjęciami po książki. Nie wiedziałam co on robi. Stałam przed chwilę oparta o barierkę od schodów i patrzyłam na płynne i szybkie ruchy chłopaka. Mimo tak wczesnej pory miał na sobie codzienne ubranie. Jeansy, czarny t-shirt i bluzę tego samego koloru. Jego czarne włosy były ułożone w lekkim nieładzie tak jak zawsze. Najwidoczniej mnie usłyszał. Odłożył zdjęcie moje i Iana i spojrzał na mnie. Był zaniepokojony. Pod jego oczami widziałam cienie. Nie uśmiechał się, nic nie mówił , tylko podszedł do mnie i wyciągnął rękę z kartkę pogniecionego papieru w moją stronę. Ujęłam ją i dopiero po chwili zorientowałam się, że to list. List od mojego brata.
*Drogi Thomasie!Wybacz, że się nie odzywałem, ale od mam naprawdę złe wieści. Wczoraj bazę główną w Ottawie zaatakowali i zbombardowali żołnierze na polecenie Primo. Wiedzieliśmy, że od pewnego czasu rząd jest na tropie Elit, ale mieliśmy nadzieję, że trochę to potrwa i zdążymy przenieść bazę (nad tym rozprawialiśmy na posiedzeniach). Niestety jakimś cudem udało im się nas wywęszyć i zgładzić. Kilku osobom nie udało się uciec, inne zostały poddane torturom i kwestią czasu jest, aż rząd dowie się o członkach Elit o miejscach ich zamieszkania i działalności na niekorzyść Primo, więc proszę Cię abyś jak najszybciej uciekał razem z Nel z St. John's. Dziś o jedenastej zostanie wysłany po was helikopter, który przetransportuje was w bezpieczne miejsce. Niestety w najbliższym czasie się nie zobaczymy, ponieważ ja jak również kilkunastu członków Elit są poszukiwani i nasze miejsce musi do jakiegoś czasu pozostać tajemnicą. Więcej o obecnej sytuacji dowiecie się po przybyciu do schronu. Wierzę, że potraktujesz ten list poważnie i mam do ciebie prośbę. Choćby nie wiem co obiecaj mi, że zadbasz o bezpieczeństwo Nelly, wiem, że nie będzie zadowolona z faktu, że każę ci ją 'niańczyć', ale wiem, że nie pozwolisz jej skrzywdzić. Powiedz jej, że tęsknię i wkrótce się zobaczymy. Ufam Ci Thomasie i wiem, że dasz radę. Ian.*
Zbladłam. Atak na bazę główną? Rząd już o nas wie. Kiedy dotarło to do mnie zakręciło mi się w głowie. W każdej chwili do tego domu mogą wparować uzbrojeni po zęby żołnierze. Wątpię, czy by nas oszczędzili. Oddałam list Thomasowi. Nie wiedziałam co powiedzieć jednak Thomas mnie uprzedził.
– Idź się spakuj. Tylko najważniejsze rzeczy. Musimy się spieszyć. – nic już nie powiedział. Wrócił do pakowania swoich rzeczy. Gdy dotarły do mnie jego słowa, odwróciłam się na pięcie i biegiem weszłam na górę. Wbiegłam do mojego pokoju jak burza. Założyłam na siebie moje ulubione czarne spodnie, zieloną tunikę zwężaną w pasie i skórzaną kurkę, taką jaką nosili członkowie Elit podczas misji i sabotażów. Płynnym ruchem przeczesałam włosy i spięłam je w nie za wysoki kucyk. Umyłam zęby twarz i lekki makijaż. Cały ten proces zajął mi nie więcej niż siedem minut. Obejrzałam ostatni raz się w lustrze i podeszłam do łóżka wyciągając z pod niego torbę bagażową w kolorze czarnym. Przeczesałam szafę i zapakowałam ubrania, łącznie ze strojem bojowym składającym się z czarnej bluzki na ramiączka uszytej z materiału odpornego na kule, spodnie tego samego koloru z pasem na broń i wysokie buty. Często śmialiśmy się z Ianem, że w strojach bojowych wyglądamy jak wyznawcy szatana, ale to nie tak. Barwy chroniły nas i dzięki nim stawaliśmy się nie zauważalni. A tkaniny ubrań były na tyle mocne, aby odpierać kule. Teraz przyszła kolej na pakowanie innych rzeczy. Szybko zgarnęłam z szafki przy biurku, moje dwa notatniki z naukowymi zapiskami, w końcu byłam jedną z kilku geniuszy Elit. Zapakowałam trzy książki i zdjęcie przedstawiające mnie, Iana, mamę i tatę. Spojrzałam na fotografię. Od prawej strony stał tata klepiący po plecach Iana. Brat miał uśmiech ojca i jego delikatnie skrzywiony nos. Koło niego stała mama tuląc jednocześnie mnie i Iana. Odziedziczyłam po niej piękny kasztanowy kolor włosów jak Ian i brązowe oczy. Byłam do niej bardzo podobna nie tylko ze względu na wygląd. Odziedziczyłam po niej zapał do nauki, była najbardziej inteligentną osobą jaką kiedykolwiek poznałam nawet wśród elitarnych geniuszy. Ona zaraziła mnie pasją do książek i miłością do innych. Po ojcu natomiast odziedziczyłam nie małe poczucie humoru i twardość i odwagę tak jak Ian. Zmusiłam się to zaprzestania wspominania i spakowałam jeszcze fotografię moją z Thomasem jak byliśmy dziećmi, małą figurkę baletnicy, którą dostałam od rodziców na siódme urodziny i kilka innych rzeczy. Zwarta i gotowa zeszłam na dół i zobaczyłam Thomasa siedzącego na kanapie ze zniszczoną fotografią w ręku. Jego rodzice. Ustawiłam torbę przy wyjściu i zmierzyłam w stronę kanapy. Usiadłam koło niego.
– Wszystko w porządku? – nadal patrzyła na fotografię i w pewnej chwili odłożył ją na stół, wstał i wziął do ręki kilka książek.
– Tak. – wziął z krzesła taką samą kurtkę jak moja i założył na siebie. Posłał mi słaby uśmiech. Ale nawet ten gest sprawił, że poczułam się lepiej. Thomas był bardzo odważny, zdyscyplinowany i opanowany. Nie bał się nigdy, nawet gdy sytuacja była fatalna. – Dochodzi jedenasta. – spojrzałam na zegarek. Rzeczywiście. Nawet nie spodziewałam się, że tak długo będę siedzieć i się pakować. To przed te wspomnienia. Zbeształam się w duchu za marnowanie czasu i wtem usłyszałam znajomy dźwięk helikoptera. Thomas miał plecak, torbę i walizkę. Wiedziałam, że brał nie tylko swoje rzeczy, ale też Iana. Wyszliśmy na zewnątrz. Powitał nas uradowany pilot helikoptera. Pierwszy raz go widziała w odróżnieniu od Thomasa, który posłał mężczyźnie życzliwy uśmiech. Jeszcze raz spojrzeliśmy na dom. Myśleliśmy o tym samym. Nie ma szans aby kiedykolwiek tu wrócić. Jakieś wysoki mężczyzna wziął nasze torby i dosłownie wrzucił na tył helikoptera. Thomas otworzył drzwi i zerknął na mnie. Uśmiechał się. I to równie życzliwie co do pilota. Bogu dzięki.
– Panie przodem. – podał mi rękę i pomógł wsiąść do helikoptera. Potem sam zrobił to samo i usiadł koło mnie. Zapieliśmy się pasami.
– Gotowi? - krzyknął pilot. Musiał, bo nawet krzyk był zagłuszany przed odgłos maszyny.
– Jasne, stary. - powiedział Thomas i teraz domyśliłam się, że naprawdę dobrze muszą się znać. Pilot zaśmiał się.
– Ty nie wątpię. - zaczął śmiejąc się. – A ślicznotka? - Thomas zaśmiał się pod nosem. Kolejny pretekst aby się ze mnie trochę ponabijać.
– Jak nigdy. - pewność nie była udawana. Thomas wiedział, że jestem odważna i nie boję się lotu samolotem. Podczas gdy, każda młoda dziewczyna, a przede wszystkim geniuszka powinna bać się swojego cienia. Wiedział, że byłam inna. Przeklęte stereotypy - pomyślałam.
– Podoba mi się twój temperament, ślicznotko. - zawołał roześmiany. - Tak więc lecimy! - po tych słowach helikopter wzniósł się w powietrze.
*****
Jeśli się spodobało chętnie poczytam wasze opinie i to zależy tylko od was czy kolejny (bardzo długi) rozdział zostanie przeze mnie dodany. Mam też nadzieję, że macie lepszy weekend niż ja. Szczerze powiedziawszy to po prostu padam ze zmęczenia. >
  • awatar Heroska08: Ciekawe :) Pisz dalej.
  • awatar End Of The Rainbow *: Przeczytałam, a z każdym słowem byłam ciekawa coraz bardziej. Oczywiście wiesz, iż p r a g n ę więcej rozdziałów i częstszego ich dodawania. Pozdrawiam :*
  • awatar wikarzep: Świetny , świetny , świetny *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›