• Wpisów: 355
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 12:21
  • Licznik odwiedzin: 28 410 / 1436 dni
 
trueloovestory
 
A oto długo, a nawet bardzo długo wyczekiwany kolejny rozdział "Wierności". Przepraszam, ale wiecie brak czasu, chęci i tak dalej. Nareszcie jednak wzięłam się w garść i dodałam. Proszę bardzo.
Rozdział 1 :: trueloovestory.pinger.pl/m/22127076
Rozdział 2:trueloovestory.pinger.pl/m/22152638
A teraz, życzę wam miłego czytania!
*********
Okazało się, że jedno z wyjść z tunelu znajduje się jakieś dziesięć metrów od naszego domku w lesie. Teraz mkniemy ile sił w nogach przez las, który spowiła już lekka ciemność. Moje oczy same zamykają się od zmęczenia, a nogi powoli odmawiają posłuszeństwa. Po chwili staję i dostrzegam w ciemność nieduży obiekt. Dochodzę do drzwi i zaczynam oddychać z ulgą. Wchodzę do środka, a za mną Thomas, który tak samo jak ja wygląda na wyczerpanego. W tunelu spędziliśmy kilka godzin, błądząc i szukając minionego wyjścia w ciemnościach. Nie zwracając uwagi na nic, wbiegam po schodach i kieruję się wprost do łazienki. Zdejmuję z siebie podartą i wilgotną od potu sukienkę i wchodzę pod prysznic. Rozkoszuję się kroplami gorącej wody spływającej po moim wychudzonym ciele.  Łapię w ręce szampon lawendowy i ostrożnie zmywam z włosów hennę. Wtem przypominam sobie twarz postrzelonej kobiety. Cierpiała i to okropnie. Do tej pory zastanawiam się czy żyje, czy jak umrze ktoś będzie ją wspominał, płakał czy w ogóle jej najbliżsi dowiedzą się, co się z nią stało. Wiem, że żołnierze są bezwzględni i aby pozbyć się problemu zakopią ciało kobiety w najbliższej dziurze jaka im się trafi.  Nie obchodzi ich życie ludzkie. Pełna narastającej nienawiści do władz, wychodzę z pod prysznica. Wkładam na siebie piżamę i wychodzę z łazienki. Mknę przed oświetlony korytarz, wycierając mokre włosy. Tak bardzo lubię patrzeć na obrazy wiszące na ścianach w tym holu. Widnieją na niej zdjęcia rodziców, mnie, Iana. Ich uśmiechnięte twarze. Ta czułość w oczach i troska. Ale to tylko zdjęcia, bo ich już nie ma. Zdążyłam się z tym pogodzić. Mój pokój pochłonięty jest w mrokach, cudem udaje mi się nie potknąć o pudło z książkami. Odrzucam wilgotny ręcznik na stojący koło łóżka fotel i zauważam, że za zewnątrz coś się poruszyło. Ogarnięta niepewnością dochodzę do okna i… wtedy go widzę. Ten sam mężczyzna co w restauracji. Te same złocisto kasztanowe włosy, rozwiane w wietrze. Nie zakrywa ich już kapelusz. Jego zielone oczy błyszczą w ciemnościach niczym dwa szlachetne kamienie. Spogląda na coś. Jestem przerażona, mimo to staram się zarejestrować każdy najmniejszy szczegół. Ma delikatne rysy twarzy i odrobinę spiczaste uszy. Jego twarz wydaje się nagannie piękna, mimo zmęczenia, które się na niej maluje. Przyglądam się, przyglądam. Analizuję wszystko. I wtedy jego spojrzenie kieruje się dokładnie na mnie. Jego twarz rozchyla się w uśmiechu. Mierzwi ręką rozczochrane włosy i znika w cieniu nocy. Odwracam się  gwałtownie i kieruję się w stronę drzwi. Nie oddychając zbiegam na dół i wpadam centralnie na Thomasa. Ma na sobie tylko bokserki. W pierwszej chwili czuję się okropnie zawstydzona, ale przypominam sobie cel, w którym postanowiłam tu zejść.
– Tho… Thomas… – staram się złapać oddech.
– Nel, Nel. – łapie mnie za ramiona. – Spójrz na mnie, oddychaj. – robię to co mi karze. Biorę głęboki oddech i staram się uspokoić walące serce. Adrenalina i nie wyobrażalne tempo biegu robią jednak swoje.
– Ktoś tam był, na zewnątrz. – wypowiadam, ale nie jestem pewna czy w ogóle mnie usłyszał. Jednak, gdy spoglądam na niego, widzę jak jego oczy rozszerzają się w niedowierzaniu.
– Jesteś pewna? Może wydawało ci się, w końcu jesteś okropnie zmęczona…
– Jestem w stu procentach pewna, że na zewnątrz był mężczyzna z restauracji. – patrzę na niego próbując wyczytać coś z jego twarzy. Widać, że walczy z emocjami. Nie wiem czy to troska, strach, złość czy wszystko na raz.
– Jak on wyglądał? – opisuję mu go bardzo dokładnie, w końcu nie na marne drobiazgowo mu się przyjrzałam. Thomas słucha tego wszystkiego krążąc w tę i z powrotem po salonie. – Musiał iść za nami … – dostrzegam powagę tych słów. – Niech to szlag! Czyli wie o tunelach. – analizuję każdy szczegół naszej wyprawy, dywan, moja rozdarta sukienka, ślepe zaułki, pokój dla personelu.
– Thomas … – spogląda na mnie. – Coś nie daje mi spokoju. – czuję jak jego wzrok przeszywa mnie na wskroś. Próbuje domyślić się o co mi chodzi. – Czego on od nas chciał? Kim on jest? I dlaczego zniknął?
– Może to któryś ze szpiegów, a my daliśmy się odkryć. – ponownie chodzi w tę i z powrotem tym razem zerkając ukradkiem na mnie. – To był głupi pomysł. Ten obiad. Naraziłem nas na niebezpieczeństwo. – opada na kanapę i jego twarz wykrzywia się w grymasie. Dotyka ręką swoją ranę na szyi, z której powtórnie sączy się krew. Podchodzę do szafki z porcelaną i z dolnej szuflady wyciągam apteczkę. Niepewnie siadam koło Thomasa.
– Trzeba ci opatrzyć tą ranę. – staram się uśmiechnąć. – Jest bardzo późno, a my mamy za sobą trochę męczących wrażeń. – dokładam ściereczkę nasiąkniętą wodą utlenioną do rany na szyi Thomasa,  na co on reaguje syknięciem. – Jutro zastanowimy się nad tym gościem. – staram się zachować spokój, mimo tego, że jestem kłębkiem stresu. Boję się. Wiem, że ten mężczyzna musiał mieć jakiś cel inaczej by tu nie przyszedł. Nie uśmiechałby się do mnie jakbyśmy się znali od zawsze.
– Ale … – Thomas próbuje protestować, ale w tym momencie wydaje z siebie kolejne syknięcie.
– Ale jestem pewna jednego… – zdobywam się na ten jeden uśmiech. – Nic nam nie zagraża dziś w nocy, bo on po prostu uciekł.
– Mam nadzieję, że masz rację. – on też się uśmiecha, ale wiem ile go to kosztuje w tej sytuacji. Naklejam na jego szyję specjalny opatrunek i muskam go kilka razy, aby upewnić się czy dobrze się trzyma. Kiedy się podnoszę, Thomas łapie mnie za rękę. Odwracam się i spoglądam w jego niebieskie oczy.
– Miej oczy dookoła głowy i proszę cię nie zamykaj drzwi od swojego pokoju. – mówi całkiem poważnie. – Gdyby coś się działo będę w pokoju obok. – poszczam go,  kręcę głową na potwierdzenie i kieruję się na górę. Wchodzę do pokoju i dla pewności spoglądam przez okno. Nikogo tam nie ma, tylko stare drzewa, które kołyszą się na wietrze. Układam się na łóżku. Dopiero teraz mogę dostrzec jak bardzo jestem zmęczona. Jeszcze przez chwilkę rozmyślam o Ianie. Czy wszystko dobrze? Czy już śpi? Czy tęskni za mną tak jak ja za nim? Nie mogę odpowiedzieć sobie na te pytania, powieki powoli się zamykają. Odpływam w krainę pełną snów.
******
Trochę akcji. Spokojnie w kolejnych rozdziałach (o ile dodam) jest jej jeszcze więcej. Mam nadzieję, że wam się podobał ten rozdział. Co myślicie? :D

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego