• Wpisów: 355
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 12:21
  • Licznik odwiedzin: 28 058 / 1373 dni
 
trueloovestory
 
Proszę kolejny rozdział i wydaje mi się, że najnudniejszy jak do tej pory.
Rozdział 1: trueloovestory.pinger.pl/m/22127076
Rozdział 2: trueloovestory.pinger.pl/m/22152638
Rozdział 3: trueloovestory.pinger.pl/m/22306178
*********
Biegnę po lesie potykając się o gałęzie wystające z ziemi. Moje serce wali jak oszalałe, jakby mówiło, że jak nie zwolnię wyskoczy z mojej piersi, ale ja biegnę. Słyszę za sobą odgłosy nocnych zwierząt. Przystaję na chwilę. Nawet nie wiem dlaczego biegłam. Jestem w samej piżamie, a zimny wiatr pieści moją nagą skórę powodując dreszcze.
– Nelly … – ten znajomy głos. Obracam się wokół własnej osi próbując namierzyć punkt, z którego słychać wołanie.
– Ian! Ian, gdzie jesteś? – mija kilka minut. Nie odpowiada. Denerwuję się coraz bardziej.  Odwracam się gwałtownie. Tracę równowagę i upadam na ziemię. Dopiero po chwili dostrzegam, że ręce i nogi mam przewiązane grubymi pnączami. Szarpię się, ale bez skutku. Z ran po pnączach sączy się krew. Wtem z ciemności wyłania się wysoka postać w płaszczu. Patrzy na mnie przed kilka minut. Ja również uważnie mu się przyglądam i zamieram. To mężczyzna z restauracji. Jego włosy tańczą na wietrze, tworząc na jego głowie okropny nie ład. Uśmiecha się. W ręce trzyma nóż. Zaczynam ponownie się szarpać w obawie przed śmiertelnymi ciosami, które tym narzędziem planuje mi zadać. Jednak ten nadal się uśmiech, pokazując swoje idealnie białe zęby. Dopiero po chwil dostrzegam, że po jego prawej stronie wyłania się kolejna postać i chwiejnym krokiem podąża w stronę mężczyzny. Nie mogę uwierzyć w to co przed sobą widzę.
– Ian! Ian! On ma nóż! Uciekaj! – wrzeszczę w dalszym ciągu szarpiąc się, zadając sobie jeszcze większy ból. Ian spogląda na mnie, zmęczonymi oczami. Otwiera usta i zamierza coś powiedzieć, ale w tym momencie zabłyszczało ostrze noża trzymanego przez mężczyznę. Usłyszałam krzyk.
–Nie!!! – nie jestem już przytwierdzona do podłoża. –Ian! Nie! –podbiegam do zwijającego się w bólu ciała. Mężczyzna z restauracji rozpłynął się w powietrzu. Do moich oczu napierają łzy. Ian leży bezwiednie na ziemi z nożem wbitym w klatkę piersiową.
– Ten co was śledził… Dlaczego wtedy na niego spojrzałaś? – mówi cicho i każdym kolejnym słowem upływa z niego życie. –Przed ciebie nie żyję, to twoja wina…

Krzyk, okropny krzyk. Nie mogę opanować drżenia. Nie mogę oddychać i przed oczami mam kolorowe plamki. Ocieram pot z czoła. Jestem roztrzęsiona i nie potrafię nad sobą zapanować. W tym momencie na korytarzu słyszę kroki, ktoś biegnie. Otulam się w kołdrę, ale nie mam siły sięgnąć po coś do obrony.
– Nelly …Co się stało? – do pokoju wbiega zziajany Thomas. Na jego twarzy maluje się szczery niepokój. W dłoni dzierży broń, gotowy do ataku. Puszcza ją momentalnie i spogląda na mnie. Jego niebieskie oczy błyszczą. Teraz widzę w nich jedynie troskę. Odrzuca broń na bok i przysiada na łóżku.  – Nel, uspokój się proszę. Już w porządku. – przyciąga mnie do siebie. Całą sobą wtapiam się w niego. W dalszym ciągu drżę i jestem przerażona. Thomas głaszcze mnie po plecach.  Stach powoli opada i odzyskuję panowanie nad sobą, lecz mimo woli nadal tkwię w objęciach chłopaka.
– To musiał być prawdziwy koszmar. – odsuwam się od niego. – Jeszcze nigdy nie słyszałem, żebyś krzyczała. Co ci się śniło? – zapytał. Jego napięcie minęło ustępując miejsca ciekawości, trosce.
– Ten mężczyzna … – głos mi zadrżał. – On zabił Iana. Rozumiesz? Powiedział, że to moja wina…   –  potarłam oczy, bałam się, że zaraz zacznę płakać. Spojrzałam na Thomasa. Najwyraźniej nadal zastanawiał się nad tym co powiedziałam. Po chwili jego zamyślone rysy złagodniały i spojrzał na mnie. Nakrył moją rękę swoją.
– Nelly, to był tylko sen. Ian jest bezpieczny, ty też jesteś bezpieczna. – wszystko minęło. Strach, bezradność. I kto by pomyślał, że tak ufam jego słowom. Wiem, że mężczyzna może wrócić i znowu przyglądać się mi zważywszy ma to, że teraz wie gdzie jest mój pokój. Ale z Thomasem czuję się bezpieczna. W końcu jest moim najlepszym przyjacielem, znamy się od zawsze i wiem, że jak coś mówi musi być tego stu procentowo pewny.
– Masz racje. Tylko sen. A ja …   –  zająknęłam się. – Wybacz, że cię obudziłam.
– Wiem, że nigdy nie krzyczysz jak masz koszmary. Ten musiał być wyjątkowo realistyczny i przerażający, skoro po raz pierwszy nie tłumiłaś krzyków. – oniemiałam. Nigdy nie podejrzewałam, że ktoś wie o moich nocnych zmorach. Zawsze starałam się zachować to w tajemnicy, nie chciałam pokazywać swojej słabości.
– Skąd ty to ..? – chciałam spojrzeć mu prosto w oczy, ale ten odwrócił wzrok.
– Po prostu. – podrapał się po głowie. Jest zdenerwowany. Zawsze tak robi. Spojrzał na zegarek na szafce nocnej. – Jest pierwsza w nocy. Pora się już położyć. Pamiętaj jesteś bezpieczna.  – obdarzył mnie uśmiecham, ale w dalszym ciągu na mnie nie patrzył.  Wstał z łóżka i kierował się do wyjścia.
– Thomas … – na dźwięk mojego głosu obrócił się i wtedy spojrzał mi w oczy. Miały nie odgadniony wyraz. Obojętność ? A może zmęczenie? – Dziękuję. – jego usta nadal wykrzywiały się w uśmiechu.
– Nie ma za co. – z powrotem skierował się w stronę drzwi i po chwili widocznego wahania wyszedł.
*********
Co myślicie? Chcecie kolejny rozdział? :D    
tumblr_m3rjpyrlsY1rtxxano1_500.jpg

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego