• Wpisów: 355
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 12:21
  • Licznik odwiedzin: 28 410 / 1436 dni
 
trueloovestory
 
Po 17 dniach nieobecności, które nagromadziły się z dwóch powodów: brak czasu i weny. Jak zawsze! Tak czy tak postaram się to nadrobić troszeczkę. Wtrącę tutaj jeszcze tak w gwoli przypomnienia, że już za 10 dni premiera pierwszej części "Kosogłosa". Jezu, już tak blisko (...) A teraz wracam do opowiadań. Szósty rozdział podzielę na dwie części, bo wyszedł mi strasznie długi. Macie tutaj poprzednie:
Rozdział 3: trueloovestory.pinger.pl/m/22306178
Rozdział 4: trueloovestory.pinger.pl/m/22417032
Rozdział 5: trueloovestory.pinger.pl/m/22622926
I życzę powodzenia w czytaniu! :)
*********
Lot trwał prawie dwie godziny, podczas których jeszcze sześć razy usłyszałam słowo "ślicznotka". Zazwyczaj mężczyzna, który jak zdołałam się dowiedzieć nazywa się Alexander używał tego określenia kierując pytania dotyczące mnie do Thomasa. "Czyli ta ślicznotka to geniuszka, tak?", "Ile ta ślicznotka ma lat?" i tak dalej. Na każde takie pytanie Thomas najpierw odpowiadał śmiechem i szturchnięciem mnie w ramie, czego pilotujący Alexander nie mógł zauważyć. Za każdym razem posyłałam mu złowieszcze spojrzenie, nie powstrzymując przy tym uśmiechu. Po określonym czasie helikopter wylądował. Wyjrzałam przed małe okienko i spostrzegłam śnieg. Pośpiesznie odpięłam pasy i wysiadłam z helikoptera. Zaraz za mną wyskoczył Thomas i rozejrzał się dookoła rozdziawiając usta.                        
–  Jesteśmy gdzieś w Górach Skalistych, a dokładnie w zapomnianym Parku Narodowym  Banff. – oszacowałam szybko. Po kataklizmie na naszej planecie i przejęciu rządu przed Primo, większość Parków Narodowych została zniszczona przed warunki pogodowe. Przechodzące tornada, burze słoneczne i zimowe niszczyły roślinność i spowodowały wyginięcie wielu zwierząt. Jedyne co zostało po parkach to idealnie żłobione góry. W ich pobliżu temperatura spadała nawet do -35 stopni Celsjusza. Teraz znajdowaliśmy się we wnęce góry i z obu stron otaczały nas jej ściany. Alexander stał koło Thomasa i przyglądał mi się z miną pełną aprobaty, a zarazem ogromnego niedowierzania.
– Skąd ty to ... – zapytał pilot. Spojrzał na swojego kopana, który teraz wyjmował z tyłu samolotu nasze torby. Doszczętnie zapomniałam o tym mężczyźnie, tym, który podczas odlotu wziął nasze bagaże.
– Ponieważ jeśli się dobrze przyjrzysz w tych górach na przeciwno nas... - wskazałam palcem szczyty gór po drugiej stronie, które były ledwo widoczne z tak głębokiej wnęki Gór Skalistych w jakiej się znajdowaliśmy.  –  Możesz zauważyć światła odbijającego się turkusowego jeziora polodowcowego. - Alexander i Thomas wytrzeszczyli oczy i po chwili spostrzegłam, że bagażowy również to robi. Thomas widocznie dostrzegł światło i uśmiechnął się do mnie.
– Masz sporo racji, co jest imponujące, a zarazem mega wkurzające. - powiedział Alexander.   – A teraz chodźcie do kopuły, bo zaraz tu zamarznę. - wskazał skinieniem głowy na wielką białą kopułę po naszej prawej stronie. Znajdowała się kilka metrów od nas. Przejęłam swoje torby od bagażowego, tak samo jak Thomas i ruszyliśmy za Alexandrem, który był już kilka kroków przed nami.
–  A więc ślicznotko... - zaczął Thomas, spojrzał na mnie wyczekując na moją reakcje. Kiedy przewróciłam oczami uśmiechnął sie od ucha do ucha i kontynuował.  – Jak cię się podoba nasza emigracja do tak cholernie zimnego miejsca?
– Martwię się o Iana. - wiem, że to nie było to co teraz chciał usłyszeć, ale nie mogłam już dłużej dusić w sobie tego. Prawda była taka, że bałam się nie tylko o niego, ale też o nas i o innych członków Drugiej Elity.
– Jest w bezpiecznym miejscu nie musisz się o niego zamartwieć, Nel. - spoważniał. – Da sobie radę.
– Jesteśmy na miejscu. - krzyknął Alexander widocznie uradowany. Nawet nie zauważyłam, że już dotarliśmy i to w takim tempie. Z daleka wydawało się, że budowla jest położona dużo dalej niż była w rzeczywistości. Alexander przyłożył rękę na urządzenie, które znajdowało się na ścianie budynku, ale ku mojemu zdziwieniu nigdzie nie było drzwi. Staliśmy tak przez chwilę, aż zaczęły nam marznąć palce u rąk.
- Co ty robisz, stary? - spytał Thomas, trzymając się nadal blisko mnie. Wziął sobie najwidoczniej prośbę Iana o 'niańczenie'  mnie bardzo do serca.
- Cierpliwości. - gdy to mówił, na ścianie obok miejsca, gdzie spoczywała jego ręka zaświecił prostokąt ukazując nam prawdziwe wejście do środka. Widząc zdumienie na naszych twarzach uśmiechnął się z wyższością. - Panie przodem. - ostrożnie weszłam do środka, bojąc się, że gdy to zrobię szybciej wejdę w jakąś nieznaną przestrzeń i nigdy z niej nie wrócę. Za mną kroczył pewniej niż ja Thomas, potem bagażowy, a na końcu Alexander, zamykając na nami drzwi. Przed chwilę było ciemno, aż w jednej chwili światło zapaliło się, raniąc nam oczy i oświetlając korytarz. Obejrzałam się. Z jednej strony zamiast ściany były okna, pokazujące salę treningową. Była olbrzymia. Ściany były pokryte jasną szarością i przed kilka metrów nie było niczego innego tylko okna. Po kilku minutach marszu na końcu korytarza spostrzegłam sylwetkę, teraz Thomas szedł przodem z uwagą przyglądając się postaci zmierzającej w naszą stronę. W jednej chwili wyraz jego twarzy się zmienił. Nie był dociekliwy. Zaczął się uśmiechać nie śmiało, kiedy postać przyspieszyła i rzuciła się na Thomasa, otulając jego szyję rękami. Zatrzymałam się omal nie wpadając na Thomasa i dziewczynę zawieszoną na jego szyję.
- Thomas! - krzyknęła dziewczyna. -Nawet nie wiesz ja się cieszę, że cię widzę. - dziewczyna miała długie rude włosy, niebieskie oczy i była zdecydowanie wyższa ode mnie, ale niższa od Thomasa.
- Ja również Lauren. - dziewczyna puściła chłopaka i spojrzała teraz to na mnie, to na Alexandra, to na bagażowego.
- Alex, Nick. Dziękuję, a teraz zmiatajcie. - machnęła ręką w stronę mężczyzn.
- Milutko z twojej strony. - wyszczerzył się Alexander z wyraźną irytacją i razem z mężczyzną nazwanym przed Lauren, Nick, kierowali się w głąb korytarza.
- Tęskniłam za tobą Thomas. - dziewczyna miała bardzo zaraźliwy uśmiech. A ja poczułam się bardzo nieswojo w towarzystwie mojego przyjaciela i jego rudej koleżanki. Thomas jakby wyczuł moje zakłopotanie i osunął się odrobinę od Lauren, która nie dawała mu dalej odejść.
- To jest Nelly Forbes. - przedstawił mnie, a ja uśmiechnęłam się do Lauren.
- Siostra Iana? - Thomas kiwnął potwierdzająco głową.  Lauren odeszła od Thomasa i teraz spoglądała na mnie jakby w ten sposób mogła się o mnie czegoś dowiedzieć. - Jesteście do siebie bardzo podobni. Macie te same włosy.
- Taa. Te oszałamiające kasztanowe włosy. - wzruszyłam ramionami.
- Trudno się nie zgodzić. - Thomas z uwagą przyglądał się nam i uważnie przysłuchiwał się naszej rozmowie, uśmiechając się bez przerwy. - Nareszcie mamy jakiegoś geniusza w naszych progach. - dodała ze smutkiem.
- Moment ... - zamyśliłam się. - Jak to nareszcie?
- Gdzie reszta? Jeszcze nie dotarli? - Thomas też wyglądał na zaniepokojonego tą myślą.
- Nie dotrą. - widać, że dziewczyna walczy z łzami. W sekundzie jednak się opakowała.
- Jak to!? - spojrzałam na nią, próbując wyprzeć z głowy ponure myśli. Thomas stał teraz pomiędzy mną a Lauren i przyglądał się rudowłosej dziewczynie uważnie.
- Geniusze naszej Elity, wszyscy byli na zebraniu w bazie. - tego się obawiałam. - W naszej mieliśmy piątkę 'mózgowców'. Trójka zginęła w ataku. - Thomas odetchnął głęboko. - Najstarsza geniuszka, 24-letnie Juliette jest ranna, ale bezpieczna z innymi w tajemniczym schronieniu. Tam gdzie twój brat. Ty i ona jesteście ostatnie. - zakręciło mi się w głowie. Nie ma już nikogo. Wiedziałam, że jest nas mało, ale mimo to ta informacja i tak mnie przytłoczyła. Przed chwilę panowała cisza. - Muszę was obesłać do pokojów. - zaczęła spokojnie Lauren. - Oboje macie współlokatorów. Musicie się pozbierać, ogrzać, przebrać i widzimy się na obiedzie o trzeciej. - pocałowała Thomas w policzek, co wytrąciło go z zamyślenia, a ja zdałam sobie sprawę, że Lauren i Thomas to więcej niż przyjaciele. Gdyby nie fakt, że właśnie dowidziałam się, że jestem jedną z ostatnich geniuszek z Elity, zapytałabym go o to. W końcu koło nas ponownie pojawił się Nick. Wziął nasze torby i pomknął w korytarz zachęcając nas do podążenia za nim. Ruszyliśmy i całą drogę do pokoju przeszliśmy w zupełnym milczeniu.  
Sypialnie były podzielone na sektory dla mężczyzn i kobiet, dlatego już po kilku minutach wędrówki, zostałam sama pod drzwiami mojego nowego pokoju. Kiedy straciłam z oczu Thomasa i Nicka, odetchnęłam i przekręciłam klamkę. Byłam niezmiernie ciekawa, kto został mi przydzielony do pokoju. Kiedy otworzyłam drzwi moim oczom ukazał się niewielki pokój z dwoma łóżkami, dwiema szafkami, komodą i olbrzymią szafą wbudowaną w ścianę. Nie było okien co specjalnie mnie nie zdziwiło. Na pewno znajdowaliśmy się kilka metrów pod ziemią. Pokój był cały oświetlony, z przenośnego radia leciała muzyka. Na jednym z łóżek zauważyłam blond włosom dziewczynę z notesem w ręku. Kiedy mnie zobaczyła, rozdziawiła buzię w zaskoczeniu po czym uśmiechnęła się. Wstała z łóżka i powitała mnie życzliwym uściskiem.
- Nel, boże jakie szczęście, że to ty. - odsunęła się ode mnie i jednym spojrzeniem przeanalizowała mój strój. - Już myślałam, że przydzielą mi jakąś nudziarę nie lubiącą tuszu do rzęs i piosenek o miłości. - uśmiechnęła się na co ja odpowiedziałam tym samym.
- To rzeczywiście dobrze trafiłaś, Evelin. - dziewczyna jak zawsze była ubrana i umalowana bardzo modnie. Miała na sobie białą bluzkę zakończoną frędzlami, jeansową kurtkę i spodnie w grochy. Pamiętam, że zawsze lubiła się stroić, nawet kiedy sytuacja kompletnie tego nie wymagała. Ostatnio widziałam ją pół roku temu podczas osiemnastych urodzin Melanie. Byłyśmy najmłodsze z całej Elity, dlatego postanowiłyśmy się zaprzyjaźnić. Obie miałyśmy poczucie humoru, ale to była nasza jedyna wspólna cech. - Widzę, że już zaczęłaś swoje małe dekoratorskie rewolucje. - wskazałam na kolorowe obrazy w białych ramkach, na ścianach tak samo szarych jak w całej kopule.
- Gdybyś tu weszła jako pierwsza przeraziłabyś się. Zero kolorów. - machnęła ręką i wróciła na łóżko, które było przykryte różowym kocem. - Zbudowali coś takiego, a jakby nie mogli pomalować ścian na jakiś żywszy kolor. Purpura, turkus, beż, jakikolwiek. - zaśmiałam się pod nosem.
- Od kiedy tu jesteś? - zapytałam, przechodząc z torbami w stronę mojego łóżka, na którym normalna biała pościel była przykryta fioletowym kocem. Wyciągnęłam książki i włożyłam do szafki nocnej. Przywiezione zdjęcia ustawiłam na moim miejscu na komodzie obok rzeczy Evelin.
- Od dwóch tygodni. - powiedziała to nadal przeglądając zeszyt.
- Od dwóch tygodni? Ale przecież bazę zaatakowano dwa dni temu. - obruszyłam się prawie opuszając ramkę ze zdjęciem.
- W Mount Pearl dochodziło do coraz większych zamieszek, aż w końcu w specjalnym wydaniu wiadomości ogłoszono, że wojska są na tropie Elit w naszym mieście. Po tym komunikacie wysłaliśmy list do bazy i przywieźli nas tu. - podniosła ręce do góry. - Kilka dni temu wysłano mojego kuzyna Axela do bazy głównej i potem informacja o ataku. Nam już nic nie groziło, a on razem z innymi musi się ukrywać. - posmutniała trochę.
- Kto przybył jak do tej pory? - zapytałam.
-  Po dwie osoby, albo po jednej z Mount Pearl, Corner Brook, Conception Bay South, Grand Falls-Windsor , Gander , Stephenville , Portugal Cove-Saint Philip's no i St. John's. - powiedziała to wolno, aby mieć pewność, że się nie pomyli.
- Czy nie ma jeszcze trójek z dwóch miast z naszej Elity. - zamyśliłam się. - Kiedy dotrą?
- Powinni tu być w przeciągu trzech dni, czy jakoś tak. Wiesz, że nie jestem strategiem nie mam pojęcia jak zaplanowali przybycie reszty. - teraz rozglądała się po całym pokoju. Ja nadal stałam przy komodzie i dzierżyłam w ręce ramkę.  - Dobra koniec gadania o polityce. Musisz się wyszykować, bo za godzinę obiad. - pisnęła radośnie z zupełnie nieznanego mi powodu.
- Musimy się wyszykować na obiad? Czy ty siebie słyszysz? - uśmiechnęłam się.
- Zawsze jest pora aby dobrze wyglądać.  - wstała z łóżka, chwyciła małą kosmetyczkę i przemknęła koło mnie do łazienki. Kiedy zamknęła za sobą drzwi roześmiałam się. Za to ja lubiłam, te jej małe dziwactwa na temat wyglądu zawsze mnie śmieszyły. Wypakowałam resztę moich rzeczy, stawiając figurkę baletnicy przy łóżku koło lampki nocnej. Czekając na wyjście Evelin z łazienki do dwóch wolnych szuflad w komodzie spakowałam moje ubrania. Zajrzałam do szafy i szeroko otworzyłam oczy ze zdziwienia. Było w niej pełno ubrań. Sukienki, spódnice, bluzki, kurtki, spodnie, jeansy, koszule itd. Niektóre podpisane moim imieniem inne imieniem Evelin. Gdy wyjęłam podwijane jeansy z moim imieniem od raz zauważyłam, że były szyte na miarę. Chwyciłam też niebieski sweter zakładany przed głowę. Wtedy wyszła Evelin w szlafroku, spojrzała na mój wybór, uśmiechnęła się i poszła dalej. Ja natomiast weszłam do łazienki. W przeciągu kilku minut umyłam włosy i resztę ciała moim ulubionym mydłem lawendowym, które zabrałam z domu i wyszłam z łazienki. Evelin była już gotowa. Miała nałożony makijaż, na sobie miała czarną spódnicę w kwiaty, białą bluzkę na ramiączka i tą samą krótką jeansową kurtkę. Włosy miała spięte wysoko na czubku głowy. Migiem założyłam przygotowany prze mnie strój, zrobiłam ledwo widoczny makijaż i rozczesałam włosy, które ułożyły się w lekkie fale. Dochodziła trzecia.
- Mam nadzieję, że jakiś chłopak doceni moje starania i przysiądzie się do nas na obiedzie. - poprawiła niezgrabnie włosy przed lustrem. Otworzyłam drzwi i czekałam już na nią na korytarzu.
- Jak zobaczy, że przyszłaś tak wystrojona na obiad myślę, że nie będzie się mógł skupić na niczym innym tylko na długości twojej spódniczki. - zaśmiałam się, a Evelin szturchnęła mnie w ramię.
*********
Mam szczerą nadzieję, że wam się spodobało. Pamiętajcie, że to od was zależy czy nadal będę dodawać rozdziały. :)

Nie możesz dodać komentarza.

  Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego